Przejdź do głównej zawartości

Jeden fioletowy znicz






Prolog


- Ten fioletowy poproszę – powiedziałem do sprzedawczyni oferującej różnorodne znicze.
- Ten duży? – spytała.
- Nie, ten mały. Ten tutaj – wskazałem palcem – Tylko jeden taki stoi.

Nigdy nie lubiłem Święta Zmarłych. Nie zaznałem chyba większej w życiu obłudy niż corocznie pierwszego listopada. Te wszystkie kobiety paradujące po cmentarzu w nowym, specjalnie kupionym na tę okazję kożuchu. Mógłbym z wieloma iść o zakład, że większość z nich była świeżo po wizycie u fryzjera. Mniejsza część była tam wczoraj. Każda nosiła na głowie nienaganne loki lub koka. Każda damska głowa naznaczona była nawet przez jeden dzień niewypłowiałym kolorem. A u ich boku najbardziej przykładni mężczyźni jakich świat widział. Ci mężni, waleczni, oddani, trzymający za rękę. A jednocześnie spokojni i zadumani. Bo przecież dzisiaj trzeba wszystkim w około przykładną rodzinę pokazać. Można będzie upić się jutro, robić awantury i bić, i zdradzać. Ale nie dziś. Dziś trzeba pójść i zapalić ten cholerny znicz. Postawić na grobie chryzantemy, które kosztowały przecież majątek. Ale co?! Największe i najładniejsze były. Wszyscy na ten pomnik będą patrzeć. I znicze też najładniejsze, największe, te najdroższe. Niech ciotka zazdrości, że takich ładnych nie kupiła. Trzeba się tylko nad grobem pomodlić. Tylko jak? Powiedzieć Ojcze Nasz, Zdrowaś Maryjo, czy po prostu schylić głowę i odczekać dwie minuty? Przecież wstydu w rodzinie nie można zrobić. Zaraz byłoby gadanie, że te umarlaki się w grobie od tego bezbożnictwa przewracają.

Ja również chodziłem tam raz do roku. Nie ubierałem najlepszych ciuchów i nie strzygłem w tym celu włosów. Chodziłem z czystej chęci. Zawsze pod wielki krzyż stojący na środku cmentarza. Obstawiony corocznie w to święto setkami zniczy. Uwielbiałem ten widok i to ciepło. Tylko w tym miejscu dostrzegałem wielką szczerość. Uważałem, że każdy kto zapala znicz właśnie w tym miejscu, robi to z czystej chęci i szczerych pobudek. Przecież tutaj nie było rodziny, która patrzy i ocenia. Nie było tutaj najpiękniejszych zniczy. A jednak to miejsce wypełnione było mnóstwem malutkich światełek. I prosto z serca płynącą tęsknotą za kimś bliskim.

- Hej! Jedziesz z nami na cmentarz dzisiaj wieczorem? – usłyszałem w słuchawce telefonu.
- Tak pójdę. Miałem wybrać się sam, ale chyba potrzebuję towarzystwa – odpowiedziałem.
- W takim razie widzimy się na przystanku o dwudziestej. Pasuje?
- Spotkajmy się na miejscu – rzuciłem zdezorientowany – Muszę jeszcze zajść w jedno miejsce.
- Ok, w takim razie do zobaczenia – powiedział przyjaciel.
- Do zobaczenia – rzuciłem szybko rozłączając rozmowę.

W ten dzień zrzucałem winę na obłudę ludzką. Zganiałem swoją niechęć na niezrozumienie ich mentalności. Wiedziałem, że nie jest to prawdziwy powód. Potrzebowałem refleksji. Chwili zastanowienia nad dziesięcioma kolejnymi Świętami Zmarłych, w których co rok zapalałem jeden fioletowy znicz pod krzyżem. Znałem najlepsze do tego celu miejsce. Jedyne, moje, jak żadne inne najbezpieczniejsze miejsce na ziemi. Poszedłem na ławkę z moją historią.

1

Kochałem to miejsce. Tę ławkę. Chciałem przeczytać to wszystko właśnie tutaj. Jeszcze raz. Jeszcze raz zapłakać i kolejny raz postarać się zrozumieć, co tak naprawdę zdarzyło się dziesięć lat temu. Z mojej czarnej, lekko podniszczonej czasem kurtki, wyjąłem dwa zdjęcia. Pamiętam jak w szkole średniej pokazywałem te zdjęcia koleżankom.

- To Twój przyjaciel? – powiedziała Kasia – Masakra! Ja go chcę! Tu i teraz! Te oczy!
- Nie patrz na oczy – rzuciła Iza – Jakie on ma usta! A ta opalenizna!

Byłem skryty ze swoją orientacją. Pokazywałem to zdjęcie, które nosiłem w pamiętniku, mówiąc wszystkim, że to dobry znajomy. Chciałem się nim chwalić w sposób taki, na jaki mogłem sobie pozwolić. Możliwe, że się czegoś domyślały ale ja nie byłem w stanie im o tym powiedzieć. Miał to być po prostu przyjaciel, którego znam nie-wiadomo-skąd. A one miały mi go zazdrościć.
Tyle wspomnień. Siedziałem i patrzyłem na niego. Ciemne oczy, latynoska karnacja, gęste włosy i cudowny uśmiech. Zastanawiałem się zawsze kto zrobił mu to zdjęcie. O czym wtedy myślał i gdzie znajdowała się fontanna na której wtedy siedział. Był uśmiechnięty. Cieszyłem się, że był wtedy zadowolony. Może aparat trzymał ktoś bardzo dla niego ważny. Poleciała pierwsza łza. Tę lubiłem najbardziej. Kropla tęsknoty, która początkowała setki rozmyślań i wspomnień i minionym czasie .To był ciepły listopadowy dzień.  Dziwne. Zazwyczaj każde Wszystkich Świętych kojarzyło mi się z deszczem i wiatrem. Zmuszaniem przez matkę do odczekania paru chwil przy grobie dziadka. Położyłem zdjęcie na poobdzieranej desce ławki. Teraz mogłem na nie zerkać. Chciałem ofiarować go ławce. Pragnąłem podarować jej tę historię i jednocześnie jemu podarować to szczególne miejsce. Sięgnąłem kolejny raz do kieszeni. Wyjąłem złożone, pożółkłe kartki papieru. Wydrukowane dziesięć lat temu kilka listów, które w ten dzień corocznie chciałem przeczytać.


List I-20.09.2001r.
Pamiętam Cię dobrze. Nie musisz się martwić. Przepraszam, że tak szybko uciekłem z czata. Zainteresowała mnie bardzo rozmowa z Tobą dlatego dałem Ci mój adres mailowy. Niestety tak jak pisałem musiałem uciekać na zajęcia. Jeszcze raz przepraszam.
Nie bardzo wiem, co mógłbym Ci napisać o sobie. Jak już wiesz mam na imię Ricky. Mam 19 lat, 186cm/77 kg. Urodziłem się w Vigo(Hiszpania), mama tzw. latino, tato-Polak(architekt, ciągle w podróży). Sigapur, Bangkok, Rabat, a od 1982 Liverpool. Dzięki niemu znam polski język prawie perfect. No i angielski. Mama nie uczyła mnie hiszpańskiego, ale teraz na studiach zacznę. Od miesiąca mieszkam tu w Gdańsku u kuzynki i nie wiem czy nie na stałę. Jestem brunetem o latynoskiej urodzie.
Nie wiem czy powinienem pisać więcej o sobie. Nie znam Cię i nie wiem czy Ci ufać. Boisz się przed ludźmi tego kim jesteś(albo i nie jesteś tylko tak mi napisałeś). Moi wszyscy znajomi wiedzą jak jest i akceptują to. Skąd jesteś pewien, że jesteś gejem? A może byłeś już z kimś związany? Napisz mi o tym, jeżeli oczywiście chcesz. Nie lubię na siłę wymuszać wyznania z ludzi.
Jeżeli masz jakieś pytania, to pytaj prosto z mostu. Ja nic nie ukrywam i czuję, że mogę pomóc Ci się otworzyć na ludzi.
Ricky

2

Starałem się przypomnieć sobie ten czas. Minęło tyle lat, a ja miałem tylko te listy i kilka zdjęć. Nie miałem listów, które ja wysyłałem do niego. Nie wydrukowałem ich, a po kilku miesiącach nieobecności na starym koncie pocztowym, serwer usunął wszystkie moje stare wiadomości. Pamiętam jak byłem wtedy smutny a zarazem wdzięczny sam sobie, że wydrukowałem listy od niego. Starałem się przypomnieć sobie człowieka, którym wtedy byłem. Mały, zagubiony chłopiec o wątłej sylwetce. Posiadający bardzo małe grono znajomych i nawet im nie ujawnił tego, co uważał za swoją największą tajemnicę. Bał się swojej orientacji. Bał się ludzi, którzy krzyczeli za nim Ty głupi pedale. Czasami do wyzwisk dochodził rzucony w jego stronę przedmiot. Chodził bardzo szybko, udawał że nie słyszy. Starał się coraz bardziej intensywnie myśleć o czymś, by nie skupiać swojej uwagi na obelgach. Jedyny świat w jakim czuł się sobą, to internetowy czat. Czasami kupiona gazeta z nagimi zdjęciami mężczyzn. To były jedyne nagie ciała jakie wtedy oglądał. Czytał anonse ludzi i podziwiał ich odwagę, oglądał nagie zdjęcia mężczyzn uprawiających seks i masturbował się przy nich. Wtedy właśnie, nagi i zamknięty w swoim pokoju, czuł się bezpiecznie. Świadomy papierowej obecności ludzi mu podobnych przeżywał kolejne samotne orgazmy.

List II
Mój drogi,
Nie bardzo Cię rozumiem. Jak można być pewnym swojej orientacji przez to, ze czyta się takie gazety? Mieszkam tu od miesiąca, przyjeżdżam tutaj od ponad 10 lat, a nawet nie słyszałem o takiej gazecie. W ogóle nie czytam takich gazet. To nie dla mnie, a poza tym one są coarse(nie umiem znaleźć polskiego słowa). Z tym człowiek się rodzi, a kiedy się to ujawnia, to zależy tylko od nas. Oglądasz się za chłopakami?? To wcale nie znaczy, że już nim jesteś. Źle działa na Ciebie dziewczyna? Ja mam więcej koleżanek niż kolegów. Nie biegam po ulicy i nie krzyczę: „People, I’m gay!”
Opowiem Ci coś. To stało się na wakacjach 3 lata temu. Pojechałem ze znajomymi i z dziewczyną nad jezioro, tu w Polsce, na Mazury. Znałem ja od dziecka i uwielbiałem(do tej pory ją uwielbiam). W ostatnią noc przespaliśmy się i już wtedy wiedziałem, ze to nie dziewczyny są dla mnie. Nie czułem nic. Powiedziałem jej o tym, a ona(najwspanialsza koleżanka) przytuliła mnie i zrozumiała. Zacząłem widzieć w sobie zaraz wszystkie cechy homo: oglądanie się za gośćmi, poczucie estetyki, swój własny styl. Głupota! Opowiedziałem kuzynce, a ona odpowiedziała, że jestem pieprznięty.”Ja też oglądam się za babami, ale nie jestem less. To normalny odruch”. I miała rację. Na początku brzydziełem się siebie, bałem głupiego, ludzkiego gadania. Teraz? Nic mi to nie robi. Wszyscy moi znajomi wiedzą co i jak. Traktują mnie normalnie. Jestem jak każdy inny człowiek.
Nie mówię Ci, że masz powiedzieć o tym przyjaciółce. Nic na siłę. Nie każdy ma tak wspaniałych i wyrozumiałych znajomych jak ja. Jeśli chcesz znać jej zdanie, to zapytaj co sądzi o homoseksualistach. Jeśli usłyszysz to, co chciałbyś usłyszeć, powiedz jej. Tylko czy jej na tyle ufasz i wierzysz w dyskrecję? Przecież może to roznieść, a ty tego, jak zrozumiałem, nie chcesz.
Mam jeszcze pytanie. Bardzo dyskretne. Jeśli nie chcesz na nie odpowiadać, nie musisz. Czy spotykasz się z kimś? Czy miałeś już jakiś fizyczny kontakt? Jeśli tak, to co przy tym odczuwałeś?  
Jeśli zadajesz sobie pytanie czy ja miałem, odpowiem – tak. Trzy miesiące temu rozstałem się z chłopakiem. Miał na imię Mark i miał 27 lat. To on nauczył mnie być sobą. Niestety zrobił mnie na szaro (tak to się mówi?). Od pół roku spotykał się z innym. Kiedy nie byliśmy już razem przyszedł do mnie i powiedział że ma HIV. Robiłem testy chyba 10 razy i wychodziły negatywne. Jestem zdrowy. Trzeba uważać z kim się zadaje, bo potem tak właśnie wychodzi. Mam naprawdę szczęście.
To by było na tyle. Chyba zmęczyłem Cię tym mailem. Przepraszam i liczę na otwartość z Twojej strony. Mam nadzieję, że znajdziemy w sobie prawdziwych przyjaciół i że będę w stanie Cię czegoś nauczyć…a kiedyś…kto wie?
Pozdrawiam Cię gorąco
Ricky

Kochałem go za te listy. Szkoda, ze nie miałem wszystkich naszych rozmów. Czasami spotykaliśmy się na czacie i rozmawialiśmy godzinami. Zawsze słuchał uważnie. Doradzał najlepiej jak potrafił. Czułem jak uczy mnie życia. Otwierałem się na niego, a on miał nadzieję sprawić mnie lepszym człowiekiem. Wtedy zupełnie nie przypominałem osoby, którą jestem dziś. Siedząc na mojej starej ławce jeszcze raz zerknąłem na stare zdjęcie. Uśmiechał się wprost do mnie. Czułem się jakbym to ja stał po drugiej stronie obiektywu, a on obdarowuje mnie cudownym uśmiechem.

Tak bardzo się wtedy bałem Ricky – pomyślałem – Tęsknię za Tobą. W ten dzień najbardziej. Spoglądasz teraz na mnie? Czy opiekujesz się mną jak wtedy?

3


List III
05.03.1982r. – moje urodziny. Ważna data w dziejach ludzkości.
Co do przyjaciółki – zastanów się. Jeżeli jest prawdziwą przyjaciółką- nie tylko zrozumie, ale i nie zmieni się dla Ciebie. Przyjaźń jest mocniejsza od miłości i nic nie jest w stanie jej rozbić. Chybaże jest nieprawdziwa.
Mam nadzieję, że ułoży Ci się wszystko pomyślnie. Pamiętaj, że jestem tutaj dla Ciebie. Jeżeli chcesz wymienić z kimś parę uwag, masz pytania czy obawy – pisz śmiało. Ja mogę Ci troszkę pomóc.
Trzymaj się ciepło i jak masz czas to napisz cos do mnie jeszcze dzisiaj.
Pozdrowienia od mojej kuzynki, która krzyczy na mnie, że nie może usiąść przy komputerze.
Ricky

Kolejna kartka. Nie miałem ich wiele. Przez chwilę zastanowiłem się jak to możliwe, że Ricky tak bardzo zaznaczył się w moim życiu. Miałem wielu przyjaciół. Otaczałem się jak największą ilością ludzi, nimi wypełniałem samotność. Tak było teraz. Wiedziałem, dlaczego za nim tęsknię. Gdybym samego siebie spotkał dziesięć lat temu na ulicy, przepełniłby mnie smutek. Zobaczyłbym małego chłopca, zagubionego w realnym świecie. Samotnego. Posiadającego jedną cudowną przyjaciółkę, której bał się stracić przez szczerą rozmowę o samym sobie. On tak wiele mnie wtedy uczył. Dziś mam sobie część jego osoby. Nieświadomie ofiarował mi swój sposób bycia. Czytałem te listy starając się za każdym razem wychwycić chociaż jedno zdanie, które dałoby mi nową naukę. Spojrzałem w niebo.

- Dziękuję, że jesteś Ricky

4

List IV
Nic mnie nie uraziło, ani nie gniewam się. Po prostu wyjechałem na weekend ze znajomymi do Morąga. Poza tym mam kilka spraw związanych ze szkołą i tak latam w koło. A co tam u Ciebie? Jak po imprezie? Przemyślałeś sprawę z przyjaciółką? Napisz mi proszę co postanowiłeś. Następnym razem napisz więcej. Teraz musze lecieć. Ściskam Cię gorąco i czekam na maila.
Ricky

Krótki list. Też pisałem krótko. Wolałem dostawać długie listy od niego. Chłonąłem każde przeczytane słowo. Syciłem się jego doświadczeniem. Imponował mi. Aby pisać listy do niego odwiedzałem kafejkę internetową w mojej miejscowości. Internet nie był wtedy rzeczą codzienną, a ja również nie bardzo orientowałem się w nim. Dopiero po kilku latach dowiedziałem się, ze administrator opowiadał ludziom o odwiedzanych przeze mnie stronach. Siadałem wystraszony zawsze przy komputerze znajdującym się w rogu sali. Zerkałem co chwilę na ludzi zajmujących pozostałe stanowiska. Obawiałem się bardzo. Nawet Ricky’emu podałem fałszywe miasto zamieszkania. Z trudem podałem mu swój numer telefonu, aby mógł informować mnie wiadomością o napisaniu nowego maila. Nigdy nie odważyłem się do niego zadzwonić. Nie chciałem również aby on dzwonił do mnie. Te szczere listy, to było już aż nadto dla zagubionego małego chłopca.

List V
Cześć Młody,
Nie było mnie i dlatego nie pisałem. Teraz już jestem i proszę o duży uśmiech.
Co do kłamstw. Jakie to były kłamstw? Naprawdę nie mam Ci tego za złe. Nieważne gdzie mieszkasz. Ważne, że jesteś i piszesz do mnie .OK? Już wszystko dobrze? No to jestem zadowolony.
Weekend miałem bardzo udany. Wyjechałem z przyjaciółmi do Morąga na jacht. Wspaniała sprawa(tylko trochę zimno). Pobawiliśmy się. Dziewczyny spiły się tequilą i musiałem kłaść je spać. Poza tym było super i chyba w sobotę znowu wyruszamy. Więc jeżeli nie napiszę w weekend to nie znaczy, że nie napiszę już nigdy.
A co u Ciebie? Bardzo jestem ciekawy.
Jesteś bardzo intrygującym chłopakiem. A ja lubię intrygi. Pozdrawiam Cię bardzo gorąco i błagam jeszcze raz: NIE SMUĆ SIĘ TAK! Za bardzo przejmujesz się życiem. Łap je takim, jakie jest.
Ricky
P.S. Niecierpliwie czekam na maila

5

Zdałem sobie właśnie sprawę, ze brakuje mi listu szóstego i dziesiątego. Nie zauważyłem tego wcześniej. Zrobiło mi się bardzo smutne. Nie byłem nawet świadom, w którym roku  zgubiłem. Poszukam go w domu jak wrócę. Tak chciałem przeczytać je wszystkie na mojej ławce. To właśnie w tym miejscu chciałem podzielić się wszystkim, co wtedy czułem. Zawsze taki byłem. Przejmowałem się wieloma rzeczami. Potrafiłem napisać do niego trzy maile jednego dnia. Jeżeli w przeciągu dwóch dni nie miałem nowego listu od niego. Czułem wtedy rosnącą intensywnie przyjaźń i chciałem coraz więcej i mocniej. Ricky nadal uśmiechał się do mnie ze zdjęcia.

List VII
Czy mam nałogi? Jak każdy! Kopcę papierochy jeden za drugim. Co wieczór musze wypić minimum dwa piwka. Co do prochów…hmmm…Głupia sprawa, bo właśnie kopciliśmy haszysz z kuzynką. Wiem, że robię błąd biorąc te gówna, ale wiem ile mogę i kiedy mogę. Wszystko jest dla ludzi ale z umiarem. Ja raz przegiąłem. Byłem na odtruciu. Organizm po pigułach totalnie mi się odwodnił. To mnie nic nie nauczyło. Nie powinienem tego pisać. Rzuca to na mnie złe światło. Ale co zrobić? Matka nigdy nie pytała się gdzie idę, z kim idę i co robię. Ojciec stale poza domem. Teraz nie biorę codziennie. Czasem koks, czasem szuwax, piguła i jaranie. Nie myśl, ze jestem ćpunem(a może jestem). Nie wezmę tylko już nigdy kwasa. To ścierwo. Myślałem, że umrę. Byliśmy nad jeziorem i myślałem, że węże na mnie z drzew spadają. Klimat. A czemu pytasz? Ty też bierzesz? Aha! Nigdy nic w żyłę. Mój były(Mark) miał zwapnienie żył od heroiny.
Pozdrawiam gorąco
Ricky

Brałem. Po narkotyki sięgałem dość często. Nigdy nie spędziłem wieczoru w dyskotece bez uprzedniego naładowania się amfetaminą. Czasami brałem w ciągu tygodnia. Byłem wtedy odważniejszy. Nikt nie mógł mnie zranić. Nic nie działało na mnie negatywnie. Byłem tylko ja i moje narkotykowe upojenie. Czasami wieczór w dyskotece urozmaicała mi kokaina, a czasami tabletki z różnorodnie wygrawerowanymi obrazkami. Amfetaminę uwielbiałem najbardziej. Działała jednak ona na mnie inaczej niż na innych. Mogłem bawić się całą noc, a potem nie miałem problemu z zaśnięciem. Nie miałem problemu z załatwieniem kolejnych proszków. Dyskoteka i moja miejscowość wypełniona była ludźmi, którzy tym zarabiali na życie. Miałem też znajomego, który towar dawał mi za darmo. Pamiętam, że po tym liście przestałem bawić się narkotykami.

List VIII
Przepraszam, nie mam teraz trochę czasu. Wiesz, studia, nowi znajomi. Kończę późno zajęcia i nie jest tak łatwo, jak myślałem.Fakt, jestem zwolniony do egzaminów z angielskiego, ale inne przedmioty, szkoda gadać.
Poza tym na wyjeździe poznałem kogoś. Przystojny, inteligentny, 23 lata. Na razie poznajemy się bliżej, a to wymaga trochę czasu. Jak już będę czegoś pewien, to na pewno Ci napiszę.
A co u Ciebie? Spotkałeś się z tamtym gościem? Jak tak, to napisz jak się udało spotkanie, co robiliście i czy jest fajnie.
Nie wiem co Ci jeszcze napisać. Może na razie tylko tyle, że bardzo Cię przepraszam za moją „nieobecność” e-mail. Postaram się to wkrótce naprawić.
Aha, rozmawiałeś z przyjaciółką?
Pozdrawiam
Ricky
P.S. Na uczelni moje imię robi furorę(nie wiem co to znaczy, usłyszałem to słowo ostatnio, a Magda się śmieje i nie mówi mi co to) Napisz mi proszę czy to dobrze znaczy.

Uśmiechnąłem się. Pamiętałem ten list. Pamiętałem jak tłumaczyłem mu co znaczy słowo „furora”. Czasami poprawiałem jego ortografię. Cieszyłem się jego obecnością coraz bardziej. Coraz intensywniejsza była świadomość posiadania wspaniałego przyjaciela i nauczyciela. Czasami byłem trochę o niego zazdrosny. Czytając o nowopoznanym chłopaku przenikała mnie myśl o tym, jak bardzo chciałbym to być ja. Nieuchronnie narastała we mnie chęć stworzenia z tej znajomości czegoś więcej.

List IX
On ma na imię Rafał i jest gejem „z krwi i kości” – jak to powiedział to myślałem, ze pęknę ze śmiechu. Ale on jest zbyt poważny. Ja nie chcę na razie stałego związku, a on tak. Nie jestem pewien czy powinienem w związku z tym kontynuować tę znajomość. Ja się na razie chcę bawić. A co najlepsze na mojej uczelni 80% stanowią dziewczyny. I to bardzo fajne. Boże, teraz się okaże, ze jestem Bi. W sumie to nie byłoby takie złe. Ale jakoś mam opory. W sumie mam świadomość, że im się podobam. Minął tydzień nauki, a już 9 poprosiło o mój numer. Siedem z nich było bezpośrednich, chciały się umówić. Dwie pod pretekstem nauki angielskiego. Ogólnie fajny klimat tu panuje, zaczyna mi się tutaj podobać. A może się skusze na dziewczynę. Nie chciałbym tylko kogoś zranić. Wszystko się zobaczy z czasem, no nie?
Dobra spadam na „rachunkowość”. Pozdrawiam Cię gorąco.
Ricky
P.S. A kiedy masz tę osiemnastkę? Może bym wpadł


6

Pamiętam jak bardzo chciałem aby przyjechał. Chciałem go poczuć bardziej niż tylko listownie. Wyobrażałem sobie, ze jego wewnętrzne ciepło musi być tak silne jak słowa które pożerałem z komputera. Nie kochałem go. Miałem w nim przyjaciela. Zdecydowałem, że zakocham się w nim po realnym spotkaniu. Wtedy myślałem, że można samemu o tym zadecydować. Ricky bardzo chciał abym napisał mu list na papierze. Obawiałem się podać mu swój adres. Bałem się też mamy, która mogłaby później przechwycić jakiś list od niego.
Resztę listów czytałem w ciszy. Coraz bardziej świadom byłem listu, który zaraz nastąpi. List piętnasty. Dokładnie pamiętałem jego numer. I uczucia jakie wtedy mną szarpały. Wcześniej jednak trafiłem na czerwoną rozerwaną kopertę. Wyjąłem z niej opaloną na brzegach kartkę papieru.  


Witaj Ricky!

Nigdy nie wiem jak zaczynać listy. Z reguły pisze się „Na wstępie...” itd.
Mój więc zacznę inaczej. Chcę Cię przytulić…
Chcę abyś mnie dotknął i powiedział, że to z Tobą powinienem iść przez życie. Potrzebuję fizycznego i psychicznego bezpieczeństwa, na które zapowiada się czytając każdego nowego maila od Ciebie.
Kiedy będzie mi smutno, przytulisz i pocieszysz, prawda?
Kiedy będę się śmiał rozbawisz mnie jeszcze bardziej… będziesz marudny z rana, choć spontaniczny w decydujących momentach. Będziesz się ze mną nudził i oferował rozrywki, gdy będzie zbyt nudno.
W zamian dla Ciebie obiecuję to wszystko i jeszcze więcej.
Przepraszam, że zwlekałem z tym listem. Bałem się podawać mój adres. Nie jestem taki jak Ty. Nie potrafię być tak otwarty. Nie potrafię nawet powiedzieć mamie. Czy jestem tchórzem?
Postanowiłem jednak, że muszę odwzajemnić Twoją szczerość i powierzone mi zaufanie. Że musze chwytać za okazję, którą coraz silniej mi pokazujesz.

Myślę o Tobie często. Nie będę bał już się tego powiedzieć czy napisać. Nieważne co z tym zrobisz. To już zależeć będzie od Ciebie. Wiele mnie uczysz. Mam nadzieję, ze kiedyś stanę się bardziej do Ciebie podobny. Wiem, ze jeszcze wiele rzeczy mnie czeka. Pragnę abyś był ich częścią i już nie boję się tego powiedzieć.

Mam nadzieję, że to wszystko Cię nie przerazi. Muszę się tym wszystkim podzielić, bo tęsknię a nie wiem jeszcze za czym. Muszę opowiedzieć Ci to wszystko, bo nie mam nikogo innego, kto by mnie tak rozumiał jak Ty.

Wysyłam dwa swoje zdjęcia. Najładniejsze jakie miałem. Mam nadzieję, że Ci się spodobają. Przynajmniej będziesz miał jakieś lepsze wyobrażenie tego z kim piszesz od kilku miesięcy.

Będę kończył. Napisałem już chyba wszystko, co chciałem. Pewnie nawet więcej niż spodziewałem się, ze napiszę. W drodze na pocztę zajdę jeszcze do kafejki, aby poinformować Cię, że w końcu zdecydowałem się napisać list na papierze.

Przesyłam najmocniejsze uściski!.


Pamiętam jak zaadresowałem tą ładną czerwoną kopertę. Starałem się aby każda litera była najładniejszą, jaką potrafiłem napisać Dołączyłem dwa najładniejsze jakie miałem zdjęcia. Takie, na których byłem sam. W najlepszych ciuchach, co je kupiłem sobie za własne pieniądze. Chciałem aby wszystko było dokładne, ładne i romantyczne. Nawet brzegi kartki opaliłem delikatnie. Zgiąłem odpowiednio i włożyłem do czerwonej koperty. Zakleiłem. Byłem gotów. Wierzyłem, że odpisze i zaczniemy pogłębiać naszą znajomość. Pamiętam to jak dziś. Te wspomnienia coraz mocniej i szybciej zaczęły nagle napływać do mojej świadomości. Pamiętam jak wyszedłem z domu. Chciałem zajść po drodze jeszcze do kawiarenki internetowej, aby poinformować przyjaciela, że wysyłam list do niego. W skrzynce miałem jedną nieodebraną wiadomość. Ku mojemu zaskoczeniu była to wiadomość od Ricky’ego. Uśmiechnąłem się wtedy do siebie. Zaskoczył mnie.


List XV

cześć…piszę do Ciebie, bo czuję że powinnam…nie wiem jak blisko znaliście się z moim kuzynem ale informuję wszystkich jego znajomych, a Twój adres mailowy wisiał nad biurkiem…Mój kuzyn wczoraj popełnił samobójstwo…dwa dni temu zmarła mu chora matka, a wczoraj podciął sobie żyły…nie będę pisała nic więcej, ponieważ nie wiem jak wyglądała wasza znajomość i w jakim stopniu w ogóle zainteresuje Cię ta informacja…
Pozdrawiam
Magda


List XVI

[…] pytaj o niego proszę, bo ja nie chcę o nim zapomnieć[…]
Magda

List XVII

[…] przesyłam Ci dwa zdjęcia[…]
[…] Napisz mi co chciałbyś o nim wiedzieć, pytaj. Bo ja, poza tym ze był najcudowniejszą i najwrażliwszą osoba jaką znałam, nie wiem co sama mogę Ci powiedzieć[…]
Magda

List XVIII

[…] ja Ci go nie zastąpię…mogę się tylko postarać[…]
Magda

List XIX

[…] wierzę, że on się nami opiekuje[…]
Magda



Epilog


Siedziałem wsparty dłońmi o poobdzierane deski ławki. Rozmyślałem. Dzisiaj widzę to wszystko inaczej. Dzięki niemu stałem się lepszym człowiekiem. Wiele nauczyłem się dzięki naszym rozmowom. Jego śmierć, ten straszny ból i to wielkie cierpienie po jego stracie, wypracowały we mnie człowieka jakim jestem dzisiaj. To wszystko wyrzeźbiło ze mnie istotę ze swoistym podejściem do życia. Dziś nie wstydzę się siebie, nie wstydzę się uczuć. I jemu to zawdzięczam. Siedząc dziś na mojej ławce zrozumiałem. Zmieniam się właśnie tutaj. Mały chłopiec, który ofiarował mi to miejsce pomaga mi w tym za każdą wizytą. Za każdym razem, gdy przychodzę tutaj i wspominam. To właśnie wspomnienia nakłaniają mnie do refleksji. Zrozumiałem jak bardzo staję się podobny do małego chłopca. Byłem mu wdzięczny za moją ławkę. Zastanawiałem się ile jeszcze spotkał na swojej drodze ludzi, od których nauczył się tylu mądrości. Ja zrozumiałem, że tamte wydarzenia były jedną z moich pierwszych lekcji. Dziś, po dziesięciu latach od śmierci mojego przyjaciela, zostało we mnie cudowne wspomnienie doskonałego nauczyciela życia. Myślałem o tym, czy mały chłopiec z twarzą starca byłby ze mnie dumny. Czy pochwaliłby mnie za to, jak szybko się uczę.

„I nie ważne ile razy jakiś człowiek wyzwie mnie na ulicy czy uderzy w twarz za swobodę  i dystans do siebie. Przecież nadal będę taki sam. Silny i bezpośredni. Szczery i nie bojący się uczuć. Ponieważ głęboko wierzę, ze mój przyjaciel nie odszedł. On stał się moim Aniołem Stróżem” – pomyślałem.

Dziś, po tylu latach zostało cudowne wspomnienie i nauka jak żyć i jakim być człowiekiem. zostały trzy zdjęcia wysłane przez jego kuzynkę. Zostały wydrukowane maile pełne szczerości i uczucia. Kilka wierszy specjalnie dla niego. Został też jeden niewysłany list w czerwonej kopercie…

Udałem się na cmentarz. Poprosiłem znajomych, by poczekali oznajmiając, że chcę zapalić znicz pod krzyżem. Czekali. Jeden z nich stanął nagle u mojego boku podając mi zapalniczkę, kiedy usilnie walczyłem z gasnącymi zapałkami. Spojrzał na mnie i wręczył mi przedmiot nie odzywając się ani słowem. Byłem mu wdzięczny. Bardziej jednak doceniałem fakt, że stoi obok mnie. Że nie musi nic mówić. Po prostu jest.

- Zawsze zapalasz w tym miejscu jednego fioletowego znicza – zaczął niepewnie – Czy mogę spytać dla kogo?

Spojrzałem na niego. Widziałem jak bardzo, widząc mój ból, bał się zadać to pytanie. Widziałem jak doceniał fakt, iż nie muszę się stroić, by tu przyjść. Że nie muszę odmawiać regularnej modlitwy i schylać głowy do kolan. Widział, że doceniam fakt, ze tu jestem i że ten dzień wywołuje we mnie smutek.

 - Wybieram mało wyróżniający się znicz. Zazwyczaj taki, który stoi sam na półce pośród innych pięknych zniczy. Nie jest najdroższy i też nie najtańszy. Zawsze w moim ulubionym kolorze. Przychodzę tu, gdzie jest ich najwięcej. Tu gdzie ofiarowane znicze są najszczersze i najprawdziwiej oddają pamięć. Tu, gdzie jest ich tyle, ze nikt nie dopatruje się najpiękniejszego i najdroższego znicza.

- Ale dla kogo ten znicz? – przerwał pytając spokojnie i jeszcze bardziej niepewnie.
- Dla mojego anioła stróża – odpowiedziałem – Wracajmy do reszty.

Chwycił mnie za rękę. Pociągnął ją delikatnie przysuwając mnie do siebie. Jego drugie ramie powolnym ruchem oparło się na moim barku dłonią dotykając pleców. Dłoń jeszcze bardziej przycisnęła moje ciało do niego. Staliśmy tak przez kilka sekund. Wtuleni i milczący jakby każde słowo było zbyt banalne i zbędne. Spojrzałem na znicze. Poczułem ich ciepło. Uniosłem głowę ku niebu.

- Szukam Cię Tato…

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Sylwester w spódnicy

Prolog - Przepraszam, czy mógłbym tutaj z tobą posiedzieć? – usłyszałem zdyszany głos nad głową. Spojrzałem na niego. Zapuchnięte oczy, nabrzmiała od uderzenia warga i trzęsące się ciało. Widziałem jak starał się to przede mną ukryć. Jego twarz przypominała tamę, która prawie pękała pod naciskiem łez. Jego wargi obijały się o siebie w bardzo szybkim rytmie. Tym jednym zdaniem zdziwił mnie, a zarazem przypomniał jak kiedyś byłem tutaj, na jego miejscu. Był młody. Mógł mieć około dwudziestu lat. Wyraźnie przestraszony konkretną sytuacją chłopiec, oczekiwał dziś czegoś ode mnie. Potrzebował pomocy. - Możesz, oczywiście – odpowiedziałem poważnym tonem – Może zaprowadzę cię do lekarza? Ktoś powinien to obejrzeć. Spojrzał na mnie zdziwiony, jakby nie takiej odpowiedzi oczekiwał. Byłem za bardzo zmęczony, by o tym myśleć. Kilka godzin wcześniej definitywnie pożegnałem Adriana. Później uprawiałem seks z człowiekiem, którego imię ledwie pamiętałem. A jednak te jego...

Wysprzątana piwnica

Prolog Byłem gotów… Wszedłem do łazienki. Odnalazłem na półce krople. Te na zmęczone oczy. Tak aby ukryć każde cierpienie. Krem do twarzy. Ten mocniejszy, dla czterdziestolatków. Rozsmarowałem dokładnie, jak zawsze łudząc się na efekty. Może chociaż część tych zmarszczek pokryje. Podkład w kolorze Natural beige . Starannie naniosłem niewielką ilość.  Szczególnie w prawym, górnym rogu twarzy. Tuż przy zaczynającej się linii włosów. Chwila zastanowienia. Krótkie, głębsze w lustro spojrzenie. I ta słaba, mimowolna wdzięczność, że tak wysoko mam tę bliznę. Puder. Ten sam odcień. Rozprowadziłem małą gąbką po twarzy, zadowolony z efektów własnego kamuflażu. Ostatnie w lustro spojrzenie. Byłem gotów. Wyciągnąłem z szafki najładniejsze majtki. Te białe, moje ulubione. Oderwałem metkę z nowej bluzki. Ostrożnie włożyłem ją na siebie, by pudru przy tym nie zmazać. Była ładna. Czarna, z długim rękawem. Obciąłem metki przy spodniach. Tych również nowych, kupionych s...

Biała szmata

Prolog Patrzę w te jego brązowe oczy. Błyszczą pełne uczucia, które dla mnie stało się już obce i dalekie. Uczucia, które dawno wyparłem i zapomniałem, a zarazem tak bardzo chcę na nowo poznać. A jednak za nimi dostrzegam coś, czego mi nie mówi. Patrzy i patrzy, a ja wciąż staram się wyłudzić prawdę spojrzeniami, błaganiami i kolejnymi gestami cielesnymi. Przykładam dłoń do jego policzka. Jest taki rozpalony. Przesuwam delikatnie po nim kciukiem, a resztą palców dotykam jego ucha. Co chwilę obdarza mnie niepewnym mrugnięciem powiek. To takie stresujące. Jest taki śliczny. Taki mój tej nocy. Spoglądam w te oczy czując nadzieję na kolejne dni. Może to ten? Ten jedyny? Może to na niego tyle czekałem? Co jednak znaczy ten strach w jego oczach? Nie rozumiem. Uśmiecham się delikatnie zachowując maksymalną ostrożność i dbając o nagle zaistniałą powagę sytuacji. Już coraz to bardziej gęstą mgłą otacza się orgazm, który oboje przeżyliśmy przed dosłownie minutą. Przez chwilę ...