Prolog
Byłem gotów…
Wszedłem do łazienki. Odnalazłem na półce krople. Te na
zmęczone oczy. Tak aby ukryć każde cierpienie. Krem do twarzy. Ten mocniejszy,
dla czterdziestolatków. Rozsmarowałem dokładnie, jak zawsze łudząc się na
efekty. Może chociaż część tych zmarszczek pokryje. Podkład w kolorze Natural beige. Starannie naniosłem
niewielką ilość. Szczególnie w prawym,
górnym rogu twarzy. Tuż przy zaczynającej się linii włosów. Chwila
zastanowienia. Krótkie, głębsze w lustro spojrzenie. I ta słaba, mimowolna
wdzięczność, że tak wysoko mam tę bliznę. Puder. Ten sam odcień. Rozprowadziłem
małą gąbką po twarzy, zadowolony z efektów własnego kamuflażu. Ostatnie w
lustro spojrzenie. Byłem gotów.
Wyciągnąłem z szafki najładniejsze majtki. Te białe, moje
ulubione. Oderwałem metkę z nowej bluzki. Ostrożnie włożyłem ją na siebie, by
pudru przy tym nie zmazać. Była ładna. Czarna, z długim rękawem. Obciąłem metki
przy spodniach. Tych również nowych, kupionych specjalnie na tę okazję.
- Hej, to gdzie się spotkamy? – powiedziałem do słuchawki
telefonu.
- Jesteś pewien, że chcesz tam iść? On na pewno tam będzie.
- Jestem pewien. Jestem gotów – odpowiedziałem – Tylko nie
chcę iść tam sam.
- Dobrze, spotkajmy się na miejscu za dwie godziny. Muszę
się ogarnąć.
- Pasuje mi – oznajmiłem – To do zobaczenia.
Odłożyłem telefon na stół. Otworzyłem małą szafkę z butami.
Wyciągnąłem te najnowsze. Pasowały idealnie. Założyłem kurtkę. Jeszcze tylko
jedno, ostatnie spojrzenie w lustro. Próbowałem w odbiciu odzyskać swoje
sumienie. Część mnie chciała odnaleźć tam kawałek własnej duszy, który
nakazałby mi zostać tej nocy w domu. Nie do końca poznawałem samego siebie.
Czułem się jak kiedyś, kilka lat temu, kiedy podczas kolejnego odurzenia
marihuaną nie potrafiłem zapanować nad swoją twarzą. Odbicie w lustrze
uśmiechnęło się do mnie.
Jesteś gotów!
Wyszedłem. Park był tego wieczoru niespokojny. Drzewa
szumiały, współgrając z mocnym jesiennym wiatrem. Zupełnie jakby chciały na
mnie nakrzyczeć. Usiadłem na mojej ławce. Jakaś część mnie chciała się do niej
przykleić i zostać. Strach przeplatał się z determinacją. Przypominałem sobie
miniony czas. Oddychałem głęboko pobierając świeże, listopadowe powietrze.
Cieszyłem się, że mogę oddychać. A przecież jeszcze tydzień wcześniej
siedziałem na łóżku trzymając w ustach papierową torbę, starając się pochwycić
choć najmniejszy oddech. Uśmiechnąłem się. Doceniłem ten wiatr i fakt, że
mogłem się nim zachłysnąć. Otwartą dłoń przyłożyłem do klatki piersiowej.
Starałem się wyczuć bicie swojego serca. Chciałem sprawdzić czy jeszcze żyję,
skoro tego wieczoru sam siebie przecież nie poznawałem. Biło. Mocniej niż
zwykle, choć wyraźnym statecznym rytmem. To wystarczyło.
- I jak teraz na mnie patrzysz Ricky? – spytałem patrząc w
zachmurzone niebo- Tych sytuacji nie zdążyłeś mnie nauczyć.
Nie dostałem odpowiedzi. Wiedziałem, że zalążek jego rad nie
miał być odpowiedzią na całe życie. Czułem go jednak. Zawsze w takich
momentach. Ludzie w trwodze podobno uciekali do Boga. Ja miałem swojego Anioła
Stróża. Wsparłem się rękoma w nadziei, że one przykleją się do desek ławki. Myślałem
o determinacji jaką miałem w sobie. O każdej sytuacji, która popchnęła mnie do
tego. Spadła łza. I następna. Każda za kolejną noc w piwnicy.
1
Adam
Nieznajomy przesyła
wiadomość
Komunikat wyskoczył nagle na ekranie monitora.
nieznajomy: Cześć Adrianku! Bardzo dobrze się
ostatnio bawiłem. Mam nadzieję, że jeszcze to powtórzymy…
ja: ktoś Ty?
nieznajomy: Adam. Dostałem Twój numer od mojego
brata. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy.
ja: jakiego brata?
nieznajomy: A z kim pracujesz? Od Lucka. Ej, nie
pamiętasz mnie? Z kim ja piszę?
Zamarłem. Czytałem kilka razy te wiadomości i coraz bardziej
czułem co to oznacza. Używaliśmy z Adrianem wspólnego komunikatora. Nie
wiedziałem co odpisać. Mógł to być jakiś kolega. To mogło przecież nic nie
znaczyć. Mogło nie być tym co myślę. A jednak nie potrafiłem wyzbyć się głosu
mówiącego, że Adrian mnie zdradził. Musiałem to sprawdzić. Pomyślałem o tym jak
prawda zawsze wychodzi na wierzch. Przecież nie byłby to pierwszy raz kiedy to
zrobił. Musiałem to dobrze rozegrać.
ja: Przepraszam, zaskoczyłeś mnie. Fajnie, że
napisałeś. Ja też się dobrze bawiłem.
nieznajomy: To się cieszę. Przez chwilę zwątpiłem z
kim piszę.
ja: spokojnie. Powiedziałeś, że Ci się podobało. Co
najbardziej?
nieznajomy: Głupio mi o tym pisać. Dlaczego chcesz o
tym rozmawiać? Wolałbym to powtórzyć na żywo.
ja: Ja też. Ale chciałem abyś był ze mną szczery. Co
najbardziej Ci się podobało?
nieznajomy: Podobało mi się jak mnie przytulałeś. I
jak robiłem Ci loda. Masz fajny sprzęt.
ja: a za którym razem najbardziej Ci się podobało?
Czułem, że mogę przesadzić. Przestraszyłem się. Nie
wiedziałem, czy spotkał się z nim więcej niż raz. Emocje, które we mnie były
same wprawiały moje palce w ruch. Klikałem w kolejne przyciski czując jakby
mózg dyktował mi tekst do spisania na komputerze. Nie płakałem. Byłem bardziej
ciekawy niż smutny. Wiedziałem, że na łzy przyjdzie jeszcze czas. Musiałem być
silny. Zdawałem sobie sprawę z tego, jak dobry w tym jestem. Nieznajomy
rozmówca spowiadał się przede mną z grzechu, którego nie był świadom.
nieznajomy: Ej, dziwnie się czuję odpowiadając na te
pytania. Czy ja na pewno pisze z Adrianem?
ja: Nie kurwa, z Nostradamusem. Zadaję Ci szczere
pytania. Ale jak nie chcesz pisać to spoko. Myślałem, ze skoro dobrze się
bawiliśmy, to możemy o tym normalnie rozmawiać, a później to powtórzyć. Miłego
dnia.
nieznajomy: Czekaj! Nie gniewaj się. Masz rację.
Przecież możemy o tym gadać. Tylko głupio mi tak pisać o tym.
ja: to kiedy Ci się najbardziej podobało? nie wstydź
się.
nieznajomy: najbardziej podobało mi się drugim razem.
w Twojej piwnicy…
Czytałem ostatnie zdanie kilkadziesiąt razy niedowierzając
własnym oczom. Próbowałem doszukać się błędu. Starałem się odnaleźć inny sens
tego zdania myśląc o tym jako o pomyłce w pisowni. Nie było tam błędu. Była tam
nasza piwnica. Ta, do której przecież nie zaglądam. Ta, z której nie
korzystamy, bo nie ma takiej potrzeby. Do której kilka miesięcy temu zaniosłem
kilka starych kurtek i kuferek z pamiątkami sprzed kilku lat. Ta, w której
stało stare, nieużywane łóżko, kilka puszek z farbą i stare kasety
magnetofonowe.
nieznajomy: a co Tobie się podobało?
nieznajomy: Adrian?
nieznajomy: Jesteś?
ja: Jestem. Tylko ja nie jestem Adrian. Jestem jego
chłopakiem, któremu właśnie wyśpiewałeś ze szczegółami przebieg waszej randki w
mojej piwnicy.
Zniknął. Komunikator informował o ty, że użytkownik stał się
niedostępny. Wyobrażałem sobie jak wygląda. Jak musiał wytrzeszczyć oczy
czytając moje ostatnie zdanie. Byłem przekonany, że teraz dzwonił do Adriana
tłumacząc się, że go wydał. Nie przeszkadzało mi to. Czułem obrzydzenie i wstyd
do samego siebie. Na chwilę napłynęła we mnie duma z własnej przebiegłości. Nie
pomogło. Założyłem buty, szybko chwyciłem za wiszący na ścianie klucz do
piwnicy. Wyszedłem. Starałem się zachować spokój ale moje nogi same zbiegały po
schodach coraz szybciej ciągnąc za sobą resztę ciała. Chwilę zajęło mi szukanie
właściwych drzwi. Nawet nie pamiętałem, która piwnica należała do naszego
mieszkania. Nie były oznaczone. Po trzeciej próbie otworzenia kolejnych drzwi
udało się. Kłódka puściła. Zdjąłem ją pośpiesznie. Czułem jak serce bije mi
coraz mocniej. Chciałem cofnąć czas. Chciałem aby wiadomości, które przed
chwilą dostałem okazały się głupim żartem. Otworzyłem drzwi. Wymacałem dłonią
ścianę w poszukiwaniu włącznika światła. To co zobaczyłem, sprawiło że marzyłem
aby pękła żarówka w suficie piwnicy. Piwnica przypominała bardziej zadbaną
sypialnię bezdomnego człowieka. Łóżko, które wcześniej stało rozłożone na
części, oparte pionowo pod ścianą, teraz gotowe było do intymnych uniesień.
Wszystkie stare kasety ułożone były na regale pod ścianą. Mój kuferek z
pamiątkami i kurtki. Wszystko miało swoje miejsce na regałach. Nie kręciło mnie
w nosie, jak to zwykle bywało w takich miejscach. Oznaczało to brak większej
ilości kurzu, na który byłem uczulony. I ta mała poduszka, której wszędzie
szukałem. Leżała sobie bezwiednie na łóżku i wspominała niedawne podpieranie
głów dwóch kochających się mężczyzn. Rozpłakałem się. Wszedłem do środka.
Obróciłem się w koło oglądając każdą ścianę tego małego pomieszczenia. Złapałem
moją poduszkę. Poczułem, ze chcę ją zabrać do domu. Przecież to ja spałem na
niej tyle razy. To mnie miała pamiętać. Poduszka odsłoniła jeszcze jeden
rzeczowy dowód. Złapałem za materiał w sposób w jaki podnosi się papierek z
ulicy. Trzymając w dwóch palcach białe majtki przyglądałem się pożółkłym,
zaschniętym plamom. Dowód rzeczowy. I te żółte ślady świadczące o dopełnieniu
zbrodni. Czułem, że za chwilę
zwymiotuję. Wróciłem do mieszkania.
Nieznajomy przesyła
wiadomość
nieznajomy: przepraszam. Nie wiedziałem, że Adrian
jest związany. Głupio mi strasznie. Przepraszam.
ja: spotkaj się ze mną w Rynku za godzinę. Będę
ubrany w czarną kurtkę i czapkę z daszkiem. Będziesz?
Spojrzałem w lustro w łazience. Wyglądałem już lepiej.
Użyłem kropel aby wybielić przekrwione od płaczu oczy. Przemyłem twarz tonikiem
i posmarowałem kremem dla cery trądzikowej. Byłem gotów. Ubrałem się tak jak
zapowiedziałem nieznajomemu. Wyszedłem z domu.
- Dlaczego chciałeś się ze mną spotkać po tym wszystkim co
usłyszałeś? – spytał Adam kiedy siedzieliśmy na ławce w Rynku.
- Chciałem cię zobaczyć. Spojrzeć w twoje oczy, porozmawiać
z tobą przez chwilę, a następnie ocenić co dałeś mu więcej – wytłumaczyłem.
- Nie rozumiem – powiedział ze zdziwieniem w głosie.
- Chciałem sprawdzić co człowiek, którego kocham nad życie
odnalazł w tobie. Co takiego, czego sam mu nie dałem, sprawiło że dopuścił się
zaprzepaszczenia naszego uczucia. Teraz mogę już iść.
Wstałem nie żegnając się i nie czekając na to, co miał do
powiedzenia. Czułem na sobie jego wzrok. Marzyłem w duchu o tym, aby przestał
mi współczuć. Nie mogłem już z nim dłużej rozmawiać. Czułem, że po tym co
powiedziałem, łzy zaczęły napływać mi do oczu. Samego siebie szkoda mi było
najbardziej.
Tej nocy Adrian wrócił bardzo późno. Pijany. Po kilku dniach
milczenia wrócił do domu przepraszając za swój czyn. Wybaczyłem. Jednym
przepraszam i głębokim spojrzeniem w oczy zawsze sprawiał, że wybaczałem. Nie zapominałem.
2
Robert
Zawsze budziłem się kilkanaście minut przed jego przyjściem.
Uwielbiałem to. Nieważne było czy zasnąłem kilka minut wcześniej. Zawsze
przebudzałem się i po chwili słyszałem przekręcający się w drzwiach klucz. Pies
zrywał się na ten dźwięk ze swojego rozścielonego na podłodze koca i stawał
przed zamkniętymi drzwiami pokoju. Zawsze miał pierwszeństwo. Ja byłem
następny. Witany często buziakiem i przytulany przez chłopaka wracającego z
pracy. Czasami zamiast buziaka witała mnie reklamówka z puszkami piwa
stukającymi o siebie. Wtedy wiedziałem, ze nie dostanę buziaka. Przesuwałem się
pod ścianę i przyciskałem głowę do poduszki starając się zasnąć i nie słyszeć
dźwięku kolejno otwieranych puszek.
Usłyszałem dźwięk zamka. Drzwi mieszkania otworzyły się.
Pies czekał aż wejdzie do pokoju. Nie wchodził. Zaskoczony wstałem z łóżka i
wyszedłem do przedpokoju. Był trzeźwy. Stał przy szafce na buty. Podskoczył ze strachu na mój widok. Zdziwiło
mnie to.
- Co robisz? – spytałem zdziwiony.
- Nic kochanie – odpowiedział zmieszany – Chodź spać.
Nie zasnąłem tej nocy. Czekałem aż zacznie delikatnie
chrapać. Lubiłem ten dźwięk. Zawsze tak miał, gdy był zmęczony po pracy.
Zdjąłem z siebie jego rękę i ostrożnie wstałem z łóżka. Wyszedłem do
przedpokoju. Męczyło mnie jego przerażenie w oczach, gdy mnie zobaczył. Coś nie
było w porządku. Otworzyłem szafkę. Nie było tam nic nadzwyczajnego.
Kilkanaście par butów, czarna puszka pasty, i szczotka z miękkim włosem. Nie
dawałem za wygraną. Wyciągałem z szafki po kolei każdą parę w przekonaniu, że
coś tam znajdę. Nagle z moich czarnych, eleganckich butów wypadł mały kawałek
plastiku. Karta SIM do telefonu komórkowego. Wiedziałem, że o to chodziło.
Dowód kolejnej zbrodni. Schowałem z powrotem wszystkie buty do szafki i
wróciłem do pokoju. Spojrzałem na niego. Spał nieświadomy mojego śledztwa.
Chwyciłem ze stołu swój telefon i wyszedłem do łazienki. Włożyłem kartę i
odczytałem zapisane w pamięci karty wiadomości. Wszystkie pochodziły od tego
samego numeru telefonu. Bezuczuciowe i bezosobowe wiadomości wymieniające
łóżkowe zainteresowania i wspomnienia minionego spotkania. Podziękowanie za
dobry seks i wysunięta przez mojego chłopaka propozycja następnego spotkania.
Wiadomość sprzed godziny. Musiał ją wysłać tuż przed wejściem do domu. Czułem
rosnące rozgoryczenie. Kilkanaście minut przed jego przyjściem obudziłem się i
czekałem stęskniony aż otworzy drzwi pokoju i pocałuje na dobry wieczór i
dobranoc. On jednak wracając z pracy nie myślał o mnie. Myślał o następnym spotkaniu
z kolejnym kochankiem. Nagle myśl przerwał głośny dźwięk telefonu. Informował o
nowej wiadomości od znanego mi już numeru. Wystraszyłem się. Pomyślałem, że
sygnał mógł obudzić Adriana. Musiałem jednak czym prędzej odczytać wiadomość.
Ciekawość wygrywała ze wszystkimi uczuciami jakie się we mnie
przeplatały.
„Dobrze więc spotkajmy
się jutro o godz.14 w Pubie Metro, tam gdzie ostatnio.”
Spisałem numer telefonu. Odłożyłem kartę z powrotem do buta
i włożyłem swoją do telefonu.
„Ok. Pasuje mi. To
jest mój nowy numer telefonu. Pisz na ten, bo tamten będzie już nieaktywny. Do
zobaczenia. Adrian”
Wróciłem do łóżka. Długo nie mogłem zasnąć. Myślałem o
jutrzejszym dniu. Zastanawiałem się po co to robię. Dlaczego sam siebie katuję.
Dlaczego po prostu nie odejdę od niego. Nie potrafiłem wymyśleć sensownego
wytłumaczenia. Bałem się. To jedyne czego byłem pewien. Bałem się, że bez niego
sobie nie poradzę. Mentalnie i materialnie. Do tego wszystkiego na końcu
dochodziło najważniejsze. Ogromne poczucie miłości, które miałem mu co dzień do
zaoferowania. Coraz bardziej zabrudzone żalem i goryczą uczucie ciepła i
bliskości, które w każdej chwili chciałem mu okazywać. Obróciłem głowę w jego
stronę. Oddychał miarowo, spokojnie. Patrzyłem tak przez dłuższą chwilę
starając się usłyszeć jego myśli tłumaczące krzywdę jaka mi wyrządza. Obróciłem
się plecami do niego. Nie byłem w stanie dłużej o tym myśleć. Nagle jego ręka
złapała mnie w pasie, po czym całe ciało przysunęło się do mojego. Pocałował
delikatnie w kark. Zasnąłem.
- Gdzie jesteś? Ja czekam przed wejściem – powiedział męski
głos w telefonie.
- Już idę – odpowiedziałem pośpiesznie – Czekaj tam na mnie.
- Masz jakiś dziwny głos
- Jestem chory – odpowiedziałem zmieszany – Poza tym tutaj
strasznie wieje wiatr. Może dlatego. Zaraz będę.
Rozłączyłem się. Nie chciałem go spłoszyć. Prawie biegłem.
Musiałem czekać aż Adrian wyszedł do pracy aby nie musieć tłumaczyć mu gdzie
wychodzę. Na szczęście miałem tego dnia dzień wolny. Zastanawiałem się co mu
powiedzieć. Jak zacząć rozmowę. Wyobrażałem sobie jak wygląda. I głos miał taki
męski. Byłem coraz bliżej. Coraz bardziej niepewny swojego czynu i
przestraszony prawdą, którą miałem poznać. Odpowiedziami, których byłem pewien,
choć samego siebie próbowałem oszukać. Zobaczyłem go z daleka. Stał tam. Rozglądając
się dookoła i zerkając na zegarek. Niezrozumienie narastało w miarę
zmniejszającej się odległości między nami. Im bliżej byłem, tym dokładniej
widziałem jego nieatrakcyjność. Znałem dokładnie typ urody Adriana. Wiedziałem
jacy mężczyźni mu się podobają. Ten stanowczo do nich nie należał. Miał blond
włosy, był gruby. Na nosie opierały się stanowczo za duże okulary. Mógł mieć
około trzydziestu pięciu lat. Ubrany był w szary garnitur i eleganckie buty.
Wyglądał jak niemodny dyrektor banku. Spojrzał na mnie gdy podchodziłem, po
czym zmieszany widząc, że na niego patrzę, odwrócił głowę rozglądał się nadal.
- Cześć – powiedziałem podchodząc.
- Czeeeeeśśććć – przeciągnął zdezorientowany.
- Adriana nie będzie, ja jestem – czułem że mój głos staje
się niepewny.
- A ty to kto? –
wyglądał na bardzo zaskoczonego.
- Jego chłopak. Chciałbym porozmawiać
- Nie mam za wiele czasu – powiedział patrząc na zegarek –
Ale skoro już jesteś, to zapraszam na piwo.
Weszliśmy do pubu. Postawił mi piwo. Rozmawialiśmy. Był
sympatyczny. Odpowiadał bardzo szczerze na każde zadane przeze mnie pytanie,
nie zwracając uwagi na to, czy spodoba mi się to, co usłyszę. Opowiadał mi jak
się poznali. Umówieni na czacie, by spotkać się w tym klubie. Wypili kilka piw.
Mówił, że Adrian musi bardzo lubić piwo, bo wypił ich dwa razy więcej od niego.
Powiedział, że po wyjściu z baru mój chłopak zaproponował mu lokum do seksu. Z
uśmiechem na twarzy opowiadał, jak moja miłość życia proponowała mu seks w
swojej posprzątanej i zadbanej piwnicy.
- Czy ja wyglądam na faceta, którego nie stać na wynajęcie
hotelu, by się z kimś wyruchać? – spytał popijając piwo.
Nie odpowiedziałem. Był wulgarny. Opowiadał mi o szybkim
stosunku jaki spędzili w hotelu. O tym, że mój chłopak często patrzył na
zegarek, powtarzając że nie ma dużo czasu. Nagle spojrzał na mnie i zamilknął.
Jego twarz spoważniała.
- Nie mogę cię za to przepraszać – zaczął powoli – Nie znam
ciebie i nie znałem tez jego. Dla mnie to było zwykłe spotkanie na piwo, a
później seks. Spodobał mi się. Dobrze się bawiliśmy. Dlatego chciałem to
powtórzyć.
- Nie musisz mnie przepraszać. Nie wiedziałeś, że ma kogoś –
odpowiedziałem.
- Nie wiedziałem. Teraz już wiem. I możesz być pewien że już
się z nim nie spotkam. Nie będę ci mówił co powinieneś zrobić. Każdy sam decyduje o swoim życiu.
- Czas już na mnie – powiedziałem wstając od stolika.
- Fajny chłopak z ciebie – uśmiechnął się – Czy mam szansę
na spotkanie z tobą? Przecież my też możemy się dobrze pobawić razem.
- Dziękuję ci za szczerość – odpowiedziałem bez cienia
uśmiechu – Ale nie mam aż takiej depresji.
Wyszedłem. Wróciłem do domu starając się ocenić dzisiejsze
spotkanie. Zadzwoniłem do Adriana. Powiedziałem mu o wszystkim. Płakałem.
Próbowałem być silny ale nie potrafiłem. Tej nocy wrócił do domu nad ranem.
Zamiast przywitania „cześć kochanie” usłyszałem
dźwięk kolejno otwieranych puszek piwa.
3
Bartek
Spotkałem Adriana wracając z pracy. Myślał, ze jestem już w
domu. Musiałem tego dnia zostać trochę dłużej i zrobić inwentaryzację na barze.
Byłem bardzo zaskoczony widząc go z młodym chłopakiem, idących beztrosko po
mieście. Ruszyłem w ich kierunku pewnym krokiem. Zatrzymał swojego kolegę i
próbował namówić go aby się wycofali. Nie zdążyli. Podszedłem do nich.
Próbowałem znaleźć w sobie siłę. Wiedziałem, że wszystko między nami dobiega
końca.
- Cześć – powiedziałem.
- Cześć, jestem Bartek – odpowiedział z uśmiechem młody
chłopak wyciągając otwartą dłoń w moim kierunku.
- Interesujące – spojrzałem na jego dłoń nie odwzajemniając ruchu
– A ja jestem jego chłopakiem, z którym właśnie wraca do domu.
- Nie wracam z tobą – odpowiedział nietrzeźwym głosem –
Idziemy się napić razem. Nie czekaj na mnie.
- Adrian, ja jednak też już sobie pójdę – powiedział, po
czym odwrócił głowę w moją stronę – Miło było cię poznać. Przykro mi.
Wtedy dopiero zobaczyłem jak ładne i przeszywające były jego
oczy. Spojrzał na mnie pełen szczerości i powagi ostatniego wypowiedzianego
zdania. Z tych oczu doskonale można było odczytać brak chęci zranienia kogokolwiek.
Zrozumiałem, że mógł on być przecież tak samo zagubionym jak ja młodym
chłopakiem, szukającym swojego spełnienia w życiu. I tej jednej osoby, przy
której będzie czuł się wyjątkowo. Dopiero teraz nabrałem ochotę, by podać mu
dłoń. Odwzajemnił uścisk. Uśmiechnął się lekko, po czym odwrócił i odszedł,
szybko znikając w ciemnej uliczce Rynku.
- I z kim się teraz napijesz? Chyba jednak wrócisz ze mną do
domu, co? – spytałem ważąc słowa. Bałem się go w takich sytuacjach.
- Śmieszny jesteś – odpowiedział szydzącym tonem – Szkoda mi
ciebie. Słyszysz? Tylko dlatego z Tobą jestem. Bo mi ciebie zajebiście szkoda.
To nie miłość! To litość! Kurewska, jebana litość. A teraz się popłacz!
Tym razem nie poleciała żadna łza. Słowa uderzyły w mój mózg
mocniej niż flakon perfum kilka miesięcy temu. Poczułem tą litość, wielkie
obrzydzenie i ogromną niechęć do samego siebie. Odwróciłem się bez słowa. Nic,
co mógłbym powiedzieć nie wydawało się na tyle znaczące, by poprawić poczucie
własnej wartości. Byłem szmatą. Pierwszy raz nie myślałem o nim. Nie myślałem o
tym co zrobił, ani o tym co powiedział. Myślałem tylko o sobie i o tym jak
bardzo beznadziejną postać z siebie
utworzyłem. Wróciłem do domu. Wiedziałem, że tej nocy Adrian nie wróci zbyt
szybko. Zapewne znalazł jakiś bar, w którym się dopije. A kiedy i ten będą
zamykać to uda się do następnego. Wszedłem do łazienki. Myłem zęby. Patrzyłem w
lustro czując coraz to mocniej napływającą ocenę minionej sytuacji. Wśród tych
myśli jedna była najmocniejsza. Autoobrzydzenie. Nagle poczułem, że muszę
natychmiast schylić głowę w kierunku umywalki. Z buzi wyleciała szczoteczka, a
zaraz za nią pasta pomieszana ze śliną i wymiocinami. Z oczu leciały łzy. W
brzuchu czułem wielki ból i cisnący się do przełyku żołądek. Po kilku minutach doszedłem
do siebie. Wróciłem do pokoju. Rozłożyłem stary koc na wykładzinie, tuż obok
naszego łóżka. Zabrałem psu starą kołdrę, która służyła jako jego posłanie,
odkąd kupiliśmy nową. Przykryłem się nią zakrywając nawet głowę. Nie chciałem
oglądać świata, ani też aby świat oglądał mnie. Chciałem móc zniknąć pod tą
kołdrą tak, jak króliki znikają nagle w kapeluszach. Nie wiem kiedy zasnąłem.
Pamiętam tylko jakby przez sen, dźwięk otwieranej puszki.
5
Radek
- Czy ma Pan obecnie dużo stresów? W pracy, życiu prywatnym?
– spytał mężczyzna w białym fartuchu.
- W prywatnym życiu – odpowiedziałem grzecznie.
- Nie ciężko się domyślić. Wygląda Pan jak wrak człowieka. W
tak młodym wieku to nic normalnego, a przez to bardzo widoczne. Ile Pan waży? –
spytał.
- Sześćdziesiąt kilo – powiedziałem – Zawsze waga waha mi
się pomiędzy sześćdziesiąt a sześćdziesiąt dwa kilogramy.
- Proszę zdjąć buty i stanąć na wadze – powiedział doktor
wskazując starą, białą wagę znajdującą się w rogu sali.
- Pięćdziesiąt cztery kilogramy. Minus ciuchy. Waży Pan
jakieś pięćdziesiąt dwa. To zdecydowanie mniej niż sześćdziesiąt.
- Nie mam apetytu. A kiedy już coś zjem, to i tak zaraz
zwracam wszystko – oznajmiłem ze spokojem.
- A jak Pan sypia? – spytał lekarz świecąc mi małą latarką w
oczy.
- W ciągu ostatnich dziesięciu dni – przerwałem na chwilę –
Łącznie około czterech godzin.
- Niestety mam przykrą wiadomość – powiedział lekarz patrząc
na mnie spokojnym wzrokiem – Cierpi Pan
na silną nerwicę. Potrzebuje Pan teraz wyciszenia i izolacji od rzeczy, które
powodują stres w pańskim życiu. Proszę potraktować poważnie to, co mówię. W
przeciwnym wypadku może to ponieść za sobą nieodwracalne zmiany w Pana zdrowiu.
- Rozumiem – powiedziałem bez uczucia w głosie – Postaram
się coś zmienić.
- Przepiszę Panu leki na uspokojenie . Powinien Pan po tym
zasnąć. Proszę zadbać o siebie.
- Dziękuję Doktorze – odparłem grzecznie.
Wracając do domu myślałem o tym jak bardzo psychicznie
zniszczyłem swój organizm. Nie czułem prawie nic. Tylko małe uczucie zazdrości
widząc młodego chłopaka i dziewczynę stojących w objęciach i całujących się na
przystanku. Wydawało mi się, że stoję sam na rozdrożu uczuć, życia,
wszystkiego. To, co kiedyś definiowałem jako swój Dom, stało się bardzo
odległym wspomnieniem. Nie zastanawiałem się nad znalezieniem drogi. Nie
myślałem co będzie. Szedłem przed siebie czując huczące w głowie słowa lekarza.
Nie robiło mi różnicy czerwone światło, ludzie patrzący jak płaczę, człowiek
pytający mnie od drogę. Nie zwracałem uwagi na nic, na nikogo nie patrzyłem. Po
prostu szedłem. Niczym żywy trup, z modnych w latach dziewięćdziesiątych
horrorów. Czułem się słaby, wypompowany ostatnimi dniami.
Dzień później poszedłem do pracy. Nie wiedziałem co chcę
robić dalej i nie byłem w stanie tego przemyśleć. Działałem instynktownie.
Uspokajałem się wewnętrznie i zewnętrznie. Ludzie pytali o moje błędne oczy bez
wyrazu, o twarz bez jakiegokolwiek grymasu. Nie odpowiadałem nikomu. Straciłem
poczucie, że musze działać dla kogokolwiek. Że powinienem budować coś, by
później stworzyć jeszcze więcej. Tego dnia zwolniłem się z pracy.
Nowa wiadomość tekstowa.
„Nie wracaj dzisiaj do
domu. Tak będzie lepiej. Będę dzisiaj z moim nowym przyjacielem i mamy zamiar
świetnie się bawić”
Rozpłakałem się. Pierwsze emocje od kilku dni wywołał jak
zwykle Adrian. Tym razem krótką wiadomością wysłaną na telefon. Był w tym
doskonały. Kilkoma słowami potrafił sprawić największą i do wszystkiego
niechęć. Od kilku dni moimi jedynymi przyjaciółmi były stara kołdra i podłoga.
Nie widziałem sensu spotykać się z kimkolwiek. Nie chciałem niczego tłumaczyć i
na nic odpowiadać. Po tej wiadomości jednak czułem, że potrzebuję rady.
Ewentualnie noclegu, jeżeli okaże się, że faktycznie nie mam gdzie wracać.
- Możesz u mnie spać jeśli chcesz – oznajmiła Kamila, po
moim streszczeniu całej historii.
- Nie, dzięki – odpowiedziałem – Musze sobie z tym poradzić.
Musze stanąć przed nim i porozmawiać. Nie ma już chyba dla nas szans. Ale
powinniśmy zachować się jak dorośli ludzie.
- Jeżeli będzie coś nie tak, to możesz tutaj przyjść.
- Dzięki.
Posiedziałem u niej długo. Wypiliśmy dwie butelki wina. Były
nawet momenty w których się uśmiechnąłem. Starałem się za wszelką cenę ukrywać
przerażenie, które bezustannie czułem. Bałem się tam wracać. Nie wiedziałem co
tam zastanę. Wiedziałem, że kłamie pisząc o jakimś znajomym, który ma nocować w
naszym łóżku. Byłem pewien, ze chciał tą wiadomością jedynie wymusić na mnie
jeszcze więcej emocji. Abym w końcu jak zawsze go przeprosił za swoje złości
skierowane w jego kierunku. Aby mógł na mnie nakrzyczeć. By to wszystko
skończyło się szybkim stosunkiem i kolejnymi dniami przepełnionymi piękną, choć
zakłamaną miłością.
Wszedłem do mieszkania. Słyszałem, że pies podleciał pod
zamknięte drzwi pokoju. Nie zdjąłem butów. Nie wiedziałem czego się spodziewać.
Z pokoju dało się słyszeć dwa różne głosy. Podszedłem do drzwi napierając ręką
na klamkę. Nie otwierały się, choć nigdy nie miały założonego zamka. Położyłem
drugą rękę na drzwiach i pchnąłem.
- Nie chcesz tutaj wejść – powiedział Adrian zza drzwi.
- Chcę, musze zabrać kilka swoich rzeczy – odpowiedziałem –
Wpuść mnie! To tez mój dom! Tak samo za niego płacę!
Odszedł od drzwi. Otworzyłem je. Wszedłem do ciemnego
pokoju. Przez zielone rolety delikatnie przebijał się półmrok padający z
ulicznych latarni. Na chwilę podszedł do mnie pies i polizał mnie po ręce.
Zauważywszy, że nie pobawi się ze mną wrócił na swoje miejsce. Byłem ciekawy.
Zacząłem ręką macać po ścianie przy drzwiach.
- Zgaś to światło –
warknął nagle Adrian.
W łóżku zobaczyłem szczupłego, krótko obciętego chłopaka.
Leżał przykryty kołdrą i patrzył na mnie oczyma bez wyrazu. Wiedziałem, że w
tamtym momencie to łóżko przestało już należeć do mnie. spojrzałem na Adriana.
Ten jego złowieszczy, pijany uśmiech przejawiający się jedynie w lewym kąciku
ust. Nie powiedział nic. Tylko patrzył dumnie. Posłusznie zgasiłem światło i
zamknąłem drzwi. Wszedłem do kuchni. Chwyciłem za nóż. Nie zastanawiając się
nad niczym udałem się do łazienki. Spojrzałem w lustro. Rozpłakałem się.
Pomyślałem o tym, że Adrian miał rację. W takich momentach nie robiłem nic
oprócz płaczu. Sam siebie lubiłem umęczać kolejnymi tragediami. Sam sobie to
wszystko sprawiłem i sam jestem sobie za to wszystko winien.
Koniec – pomyślałem
– Czas to wreszcie zakończyć. Przerwać to
wszystko i już nie cierpieć.
Odkręciłem ciepłą wodę w umywalce. Przyłożyłem nóż do
nadgarstka. Byłem gotów. W tym momencie zadzwonił telefon w mojej kieszeni
spodni.
- Tak, słucham? – wyszeptałem przez łzy
- Co się dzieje? – spytała Kamila – Gdzie jesteś?
- Jestem w domu. W łazience. On jednak jest z kimś –
tłumaczyłem – Nie mogę oddychać. Nie wiem co robić.
- Nie wierzyłam, że byłby do tego zdolny. Wychodź stamtąd
natychmiast! – powiedziała – Już po ciebie jadę.
Rozłączyła się. Tego dnia uratowała mi życie. Zakręciłem
wodę i odłożyłem nóż do kuchni. Wyszedłem.
6
Tomek
- Cześć Tomku – powiedziałem do nowopoznanego kolegi.
- Cześć – odpowiedział uśmiechając się do mnie
To było nasze drugie spotkanie. Umówiliśmy się na piwo w
klubie. Nie był w moim typie. A jednak
lubiłem z nim rozmawiać. Sprawiał, że śmiałem się z tego co opowiadał.
Doceniałem to z uwagi na to jak rzadko pojawiał się na mojej twarzy uśmiech.
Dochodziłem do siebie. Przestałem wymiotować. Tyłem. Czułem rosnący spokój
pomimo nieustających telefonów i smsów od Adriana. Spotkania z Tomkiem pomagały
mi. Wiedziałem, że chciałby ode mnie czegoś więcej, ale ja nie czułem się gotów
by mu to dać. Nie chciałem niczego oprócz rozmów. Wystarczały mi w zupełności
niezobowiązujące spotkania na piwo, po których mogłem wrócić do małego
wynajmowanego pokoju i zasnąć samotnie przytulając głowę do poduszki.
Doceniałem samotność. Syciłem się nią. Często odwiedzałem Kamilę. Prawie
codziennie. Potrzebowałem tych rad, które potrafiła dawać jak nikt inny. I jej
szczerego zapewnienia, że wszystko się ułoży.
- Musze ci coś powiedzieć – wtrącił nagle Tomek – Nie wiem
jak zacząć
- Po prostu powiedz – uśmiechnąłem się – Ja już tyle ci
opowiedziałem. Teraz od ciebie chciałbym usłyszeć coś szczerego.
- Ja też byłem w twojej piwnicy…
Marcin
Marcina poznałem podczas, któregoś z kolei wypadu z Tomkiem.
Znali się od kilku lat. Tomek zaakceptował fakt, że nie będzie między nami nic
więcej. Powiedziałem mu o tym po tym, jak oznajmił, że był z Adrianem w mojej
piwnicy. Nie wracaliśmy więcej do tego tematu. Postanowiliśmy jednak zachować
znajomość. Marcin był przystojny, chociaż bardzo niski. Miał ciemne włosy i
oczy, które zawsze lubiłem u mężczyzn. Po kilku godzinach rozmowy, kiedy udałem
się do toalety, wszedł za mną. Objął w pasie, spojrzał uśmiechając się i
ofiarował delikatny pocałunek. Całowaliśmy się przez dłuższą chwilę. Rozmawialiśmy
tego wieczoru kilka godzin. Czułem miłe połączenie i przyjemne ciepło naszych
rozmów. Sprawiało mi ogromną przyjemność, gdy chwytał moją dłoń pod stolikiem.
Po kilku godzinach rozmowy zacząłem się coraz bardziej otwierać.
- Mogę ci przerwać – wtrącił nagle – Musze ci coś
powiedzieć.
- Tak, słucham – spojrzałem mu w oczy, trzymając jego dłoń
pod stolikiem.
- Tak bardzo cię lubię – powiedział uśmiechając się przy
tym. Za ten uśmiech uwielbiałem go najbardziej.
Nastrajał mnie pozytywnie.
- Czy to tylko chciałeś mi powiedzieć – spytałem
- Nie. Ja też byłem w twojej piwnicy…
Puściłem dłoń. Tego wieczoru zgubiłem jego uśmiech.
Piotrek
- Cześć, jak się bawisz – spytałem chłopaka siedzącego obok
mnie
Od dłuższego czasu mi się przyglądał. Kilka razy przychodził
na parkiet i wybierał do tańca miejsce blisko mnie. Uśmiechał się. Był
przystojny. Siedzieliśmy obok siebie w klubie, na hockerach pod ścianą pijąc
swoje drinki. Delikatnie, od czasu do czasu, ocierał swoje udo o moje.
Odebrałem to jako znak.
- Jak widzisz świetnie – uśmiechnął się
- Jesteś tutaj sam? – spytałem
- Nie, z przyjaciółmi
– odpowiedział nie likwidując uśmiechu z twarzy.
Rozmawialiśmy. Opowiadał mi o sobie, o tym jak przyjechał
tutaj na studia i tak już został w tym mieście. Czułem do niego rosnącą
sympatię. Tego wieczoru tańczyliśmy kilka razy, po czym zawsze wracaliśmy na
nasze hockery pod ścianą, aby móc spokojnie kontynuować rozmowę.
- Jesteś tutaj ze swoją dziewczyną? – spytałem niepewnie –
Chłopakiem?
- Po co zadajesz pytania, na które znasz odpowiedź –
powiedział głęboko patrząc w oczy i uśmiechając się jeszcze szerzej.
Spotykaliśmy się prawie codziennie. Lubiłem jego
towarzystwo. Rozmawialiśmy bardzo dużo, spacerowaliśmy, leżeliśmy razem na
łóżku, nigdy nie pozwalając sobie na żadną intymność. Chciałem tego, chociaż
bardzo bałem się wykonać pierwszy krok.
- Musze ci coś powiedzieć – zaczął nagle leżąc obok mnie
- Słucham? – zachęciłem z nadzieją na to, że powie mi o
rosnącym w nim uczuciu.
- Ja tez byłem w twojej piwnicy…
- Nie wierzę – poczułem, że łzy napływają mi do oczu
- To nie do końca tak, do niczego nie doszło – tłumaczył –
Poznaliśmy się na czacie. Zaprosił mnie do siebie, po czym zaprowadził do
piwnicy. Kiedy zobaczyłem to miejsce, to podziękowałem i wyszedłem.
- Pewnie właśnie czekałem na górze w mieszkaniu z obiadem –
tylko tyle potrafiłem na to odpowiedzieć.
Epilog
Na miejsce dotarłem pięć minut przed czasem. Nie lubiłem się
spóźniać. Kamila również. Dotarła dwie minuty po mnie.
- To co? Na pewno wchodzimy? – spytała.
- Zaraz za tobą – uśmiechnąłem się.
Siedział tam. Ze swoją przyjaciółką. Zdziwił się widząc mnie
tam. Jeszcze bardziej, gdy zobaczył że mam przy sobie wsparcie. Nie było zbyt
wielu ludzi tego wieczoru. Byłem tam pierwszy raz. Słyszałem, że to w tym
miejscu umownie spotykają się geje w moim mieście. Dowiedziałem, się również,
że mój były chłopak od ponad roku był tam stałym bywalcem. To wtedy
postanowiłem tam pójść. Pokazać mu co stracił i położyć kres wszystkim
wiadomościom, które od tygodni mi zostawiał. Miałem dość tych wszystkich próśb,
błagań, a jeszcze bardziej gróźb i szantażów, które padały z jego strony.
- Cześć Adrian –
powiedziałem w kierunku mojego byłego chłopaka.
- Cześć – odpowiedział uśmiechając się jakby ostatnie lata
nigdy nie istniały
Mimo, że usiedliśmy z nimi przy stoliku, były to ostatnie
słowa jakie z nim zamieniłem tego wieczoru. Wzrok kierowałem tego wieczoru w
stronę innego stolika. Znalazłem tam najprzystojniejszego chłopaka w całym
klubie. Spoglądał na mnie uśmiechając się przy tym.
- Nie uda ci się z nim – usłyszałem nagle głos Adriana
Wystarczyło, by dodać pewności siebie. Nie odpowiedziałem
nic. Spytałem Kamili czy sobie poradzi. Odpowiedziała twierdząco. Wstałem i
podszedłem do stolika nieznajomego. Czułem na sobie wzrok Adriana i podsycałem
tym swoje zamierzenia. Po dwudziestu minutach rozmowy odprowadziłem Kamilę na
taksówkę, po czym sam wsiadłem do drugiej w towarzystwie mojego nowego
znajomego. Patrzyłem jak Adrian wychodził z klubu. Dzwonił kilkanaście razy.
Zostawił kilkanaście wiadomości.
„nie rób tego proszę!”
„chcę być z Tobą!wszystko się ułoży!”
„wróć natychmiast!!!”
„jeżeli to zrobisz,
będziesz u mnie skończony!!!!!!!!!!!!!!!!”
„PAMIĘTAJ, ŻE ZAWSZE
BĘDZIESZ ZLIZYWAŁ PO MNIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!”
Dojechaliśmy na miejsce. Weszliśmy do jego mieszkania. Było
małe i przytulne. Pocałował mnie obejmując przy tym mocno. Czułem przyjemne
ciepło jego ciała, które jednak nie miało dla mnie żadnego znaczenia.
- Mam kogoś – powiedział nagle przerywając pocałunek
- Spodziewałem się – odpowiedziałem cicho – Wszyscy kogoś
macie.
- Musisz pamiętać jedno – patrzył na mnie – To co zaraz się
między nami stanie, nigdy nie miało miejsca. Rozumiesz?
- Pasuje mi to – odpowiedziałem – O ile odpowiesz mi na
jedno pytanie.
- Słucham?
- Czy byłeś kiedyś w mojej piwnicy? – spytałem bez cienia
jakiegokolwiek grymasu twarzy
- Że co? – zmarszczył brwi patrząc na mnie jak na idiotę –
Nie rozumiem.
- Nie musisz – powiedziałem cicho uśmiechając się – Już odpowiedziałeś
To była przyjemna, choć krótka noc. Nie czułem do siebie
obrzydzenia, ani tez zbytniej satysfakcji. A jednak czułem się lepiej. Lekki,
wolny. Czułem, że zostawiłem za sobą demony przeszłości. Jednocześnie jednak
wiedziałem, że nie chcę iść przez życie tak jak tego wieczoru. Nie żałowałem.
Wstałem z łóżka i spojrzałem na niego. Leżał nadal upajając się minioną
bliskością. Wyszedłem dziękując grzecznie za miły wieczór. Wsiadłem do
taksówki. Poprosiłem kierowcę aby pojechał do mojego ulubionego parku.
Wiedziałem, że ławka czeka na zakończenie mojego opowiadania.
„…nie ważne ile razy upadnę…ważne ile razy wstanę” – powtórzyłem
w myślach kiedyś przekazane mi słowa.
Wyjąłem z portfela nasze wspólne zdjęcie. Siedziałem i przypalałem
małą fotografię żarzącym się papierosem. Nie czułem nic oprócz spokoju. Nie
było we mnie dumy, ale nie było też żalu. W sercu prasowała się nowa czysta
kartka. Nigdy wcześniej nie czułem tak mocno jak tej nocy, przekazywaną przez
ławkę nadzieję. Wierzyłem. I ta świadomość mi wystarczała. Zmieniałem się.
Czułem to coraz wyraźniej.
- Szukam Cię Tato… - powiedziałem patrząc na palącą się
fotografię
- Przepraszam – usłyszałem nagle głos nad głową. – Czy mogę
się przysiąść?

Komentarze
Prześlij komentarz