Przejdź do głównej zawartości

Ławka z historią - Prolog



1

  

Siedział. Nie ruszał głową, nie kiwał nogą i nie dłubał w nosie palcem. On po prostu siedział. Wpatrzony w ostatnią otwartą puszkę piwa. Nigdy nie dopijał tej ostatniej. Chyba przez to zdefiniowałem któregoś dnia jego alkoholizm. Swoisty rytuał. Nigdy nie zasnąłby ze świadomością, że została choćby jedna nieotwarta puszka. Nieważne czy było ich pięć, czy też dziesięć. Dzisiaj to była ósma. Opróżnił całą reklamówkę. Nienawidzę dźwięku otwieranej puszki. Zawsze kupuję w butelce. Przez chwilę zamyśliłem się nad tym faktem. Jak bardzo smutna jest świadomość, że to jest akurat dźwięk, którego prawdopodobnie nigdy nie zapomnę? Czułem, że jeżeli zaraz nie wyjdę z domu, serce wyskoczy mi przez gardło. Wybiegłem nie trzaskając drzwiami. Już nawet na to nie miałem wtedy siły. Nie wiedziałem dokąd zmierzam. Ten park, który tak zawsze lubiłem. Był tak daleko. „W tym mieście wszystko jest daleko” – pomyślałem. Nie wsiadłem w tramwaj, nie skorzystałem z taksówki, nie pojechałem autobusem. Biegłem.

- Przepraszam – usłyszałem nagle głos nad głową. – Czy mogę się przysiąść?
- Wybacz ale nie jestem w nastroju do rozmów. – powiedziałem słabo powstrzymując łzy. Słyszałem jak głos mi się załamuje.
- Nie spytałem o rozmowę. Poprosiłem o możliwość spoczynku na tej ławce – powiedział spokojnie.

„Możliwość spoczynku? Dziwak. Kto dzisiaj używa takich słów?!” – pomyślałem.

- Dlaczego akurat tutaj, na tej ławce, skoro jest wiele innych wolnych ławek w tym parku. O, zobacz tę naprzeciwko na przykład. – byłem zdziwiony. Mój łamiący się głos zaczynał uspokajać się. - Poza tym moja ławka jest najbrzydsza. Chyba jedyna jeszcze nieodmalowana w okolicy.
- Dokładnie tak – odpowiedział. – To ławka z historią. Strzegę jej codziennie. Dziś mnie wyprzedziłeś. Czy w takim razie mogę usiąść obok, bym mógł nadal strzec mojej ławki?
Zaczynał mnie denerwować. Ten jego spokojny ton  wypowiedzi, oczy wyrażające strach o swoją głupią ławkę.  „A niech sobie ją do domu zabierze! „ -pomyślałem. Do tego jeszcze mówił i używał słów jakby ze średniowiecza się wyrwał. Czułem, że nie dam jednak za wygraną. Moja złość wywołana dzisiejszymi wydarzeniami radziła mi w tym momencie nie schodzić z tej głupiej ławki. Nie miałem siły sprzeczać się z nim o to.
- Wszystko mi jedno. – tylko tyle miałem mu do powiedzenia.

Przesunąłem się delikatnie w lewo. Przez chwilę spoglądał na mnie. Nic nie mówił. Skierował wzrok na ławkę, jakby oceniał czy nie została zniszczona od jego ostatniej wizyty. Usiadł spokojnie na drugim końcu. Ze spuszczoną głową obserwowałem go. Nie chciałem, by wiedział że mu się przyglądam. Wyglądał zupełnie normalnie. Ubrany w dżinsy i koszulkę z krótkim rękawem, szare tenisówki i widoczne białe skarpetki. Był bardzo drobny w swojej budowie. Zupełnie jak dziecko z twarzą dorosłego człowieka.  Czarne, prawdopodobnie farbowane włosy z opadającą na czoło grzywką, a pod nią oczy o nienaturalnym kolorze. Kiedy stał przede mną wydawały mi się, że są szare, trochę zielone. Teraz, kiedy patrzył na słońce, widziałem jak stają się niebieskie.  Nie mówił nic. Po prostu siedział i patrzył przed siebie. Wyprostowane ręce po obu stronach nóg opierały się o ławkę jakby chciały pobrać z niej jakąś tajemniczą energię. Dłonie miał również stare, pomarszczone. Zupełnie jakby przeszczepione od innego ciała, a jednocześnie doskonale pasujące karnacją do reszty.

- Dlaczego po prostu nie spytasz? – powiedział po chwili ze znanym mi już doskonale spokojnym głosem. Zrobiło mi się wstyd. Myślałem, że przyglądam się bardziej dyskretnie.
- Dlaczego strzeżesz tej ławki?
- Ponieważ jest to ławka z historią. – odparł krótko. Czułem rosnące poirytowanie. Odpowiadał szybko i krótko, jakby miał gotową odpowiedź na wszystko.
- To już słyszałem – odparłem – Ale dlaczego akurat tej ławki? Nic w niej szczególnego. Poobdzierana farba, niekształtne od siedzenia kawałki drewna, złamane oparcie. Co ma w sobie takiego szczególnego ta ławka?
- Ta ławka – przerwał na chwilę oglądając ją dokładnie – Dlaczego tutaj jesteś?
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie – moja irytacja wzrastała.
- Przepraszam, ale zdaje mi się, ze odpowiedziałem. Powiedziałem ci, że to ławka z historią.
- Dziwny jesteś. Nie muszę już wiedzieć nic więcej. – powiedziałem zdenerwowanym tonem.

Wstałem. Nie miałem siły na takie rozmowy. Nie czułem potrzeby zastanawiania się nad sensem starej ławki. Poczułem jak łapie mnie za dłoń. Wystraszyłem się. Spojrzał na mnie tylko. Jego wzrok dziwnym sposobem odganiał strach. Pozostawało jednak zdziwienie.

- Zaczekaj. – powiedział – Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.

Usiadłem. Było w nim coś tak przyjacielskiego, a ja potrzebowałem przyjaciela w tej chwili. W tym mieście nie miałem ich zbyt wielu. Nie mogłem mieć. Mój partner uważał każdego nowopoznanego kolegę za mojego potencjalnego kochanka, co później kończyło się awanturą. W najlepszym przypadku. Czasami dostałem w twarz nieświadomy swojej winy. Wybaczałem zawsze. Uważałem, że będąc z nim muszę dzielnie walczyć z jego alkoholizmem i znosić nawet takie sytuacje. Dzisiaj wybiegłem z naszego mieszkania, bo czułem że już więcej wytrzymać nie potrafię. Siedziałem teraz na ławce z opatrunkiem na czole w towarzystwie nieznajomego człowieka, który był gotów mnie wysłuchać.

- Nie bardzo wiedziałem dokąd pójść – zacząłem – Miałem zły dzień. Czasami przychodzę tutaj przeczekując burzę swojego prywatnego życia. Nie wiem czy zrozumiesz, a ja nie mam sił, by ci o tym opowiadać.
- Rozumiem. – odparł mały chłopiec z dorosłą twarzą – Wybrałeś najlepszą ławkę. Dziękuję, że mogę cię wysłuchać.

Ku swemu zaskoczeniu nabrałem siły, by z nim rozmawiać. Potrzebowałem kogoś, by się wyżalić i poczułem, że on jest najlepszym na to materiałem. Był dostatecznie dziwny, by to wszystko zrozumieć i zarazem tak bardzo nieznajomy, że mogłem bez skrępowania mu o tym opowiedzieć.


2


To był kolejny dzień w pracy, gdy odwiedził mnie Sebastian. Jeden z moich nielicznych w tym mieście znajomych, choć i za niego zdarzyło mi się oberwać. Był świetnym kumplem, bardzo go lubiłem. Interesował się moimi problemami szczerze mi współczując i starając się doradzić w delikatny i odpowiedni sposób.  Lubił dziewczyny, co dla mojego chłopaka nie stanowiło żadnego argumentu, by mógł czuć się bezpieczniej.

- Zabieram cię po pracy na piwko – powiedział już na wstępie.
- Nie wiem Seba – odpowiedziałem niepewnie – Mam ciche dni z Adrianem. Nie bardzo pasuje bym wracał po nocach.
- Właśnie dlatego idziemy na piwo. Nie będziesz siedział w domu i patrzył jak wypija kolejne piwa. – powiedział z uśmiechem.
- Ale muszę tu jeszcze posprzątać  zanim zamknę – odparłem
- Nie ma sprawy. Pomogę ci, to skończymy szybciej- odpowiedział szybko jeszcze bardziej szerząc uśmiech.
- No dobrze. I tak z Toba nie wygram.

To był miły wieczór. Zawsze dobrze bawiłem się w towarzystwie Sebastiana. Nie wypiliśmy dużo. Nie chciałem wrócić do domu pijany. Jedynie być na tyle późno, by nie musieć znosić tej ciszy w domu. Adrian potrafił czasami nie rozmawiać ze mną przez klika dni, twierdząc że wcale nie musi mi tłumaczyć powodów swojej złości. Po kilku piwach wstałem od baru i oznajmiłem przyjacielowi, że wracam do domu. Próbował mnie namówić bym jeszcze został ale wiedziałem, że już pora bym poszedł.

- Gdzie jest mój plecak? – spytałem zdziwiony, że nie ma go na barowym hockerze za mną.
- Nie mam pojęcia – odpowiedział Sebastian – Leżał tu za tobą wcześniej.

Zacząłem rozglądać się dookoła. Znalazłem. Plecak leżał sobie spokojnie na krześle kilka metrów dalej. Pomyślałem, że musiałem go tam jednak zostawić wcześniej. Podszedłem po niego, po czym rozpiąłem suwak w poszukiwaniu odtwarzacza mp3. Nie umiałem wracać do domu nie słuchając muzyki.

- Seba – powiedziałem wracając do baru – Nie mam swojego odtwarzacza.
- Spokojnie, może zostawiłeś go w pracy – próbował mnie uspokoić.
- Nie. Jestem pewien, że chowałem go do plecaka. Może wypadł mi po drodze- powiedziałem zdenerwowanym tonem. Przed oczami miałem już sytuację, w której oznajmiam mojemu chłopakowi, że zgubiłem sprzęt.
- To co teraz? – spytał kolega.
- Przejdę się drogą do pracy. Może mi gdzieś wypadł.
- Chcesz żebym z tobą poszedł?
- Nie- odpowiedziałem – Zostań i baw się. Jak nie znajdę to trudno. Dam znać. Cześć!
- Cześć

Wyszedłem. Noc była ciemna, choć bezchmurna. Było już późno. Postanowiłem się pośpieszyć, aby szybko wrócić do domu. Nagle zobaczyłem stojącego na boku drogi mężczyznę. Stał i patrzył na mnie. Nie stanowiłoby to nic nadzwyczaj dziwnego gdyby nie fakt, że machając ręką trzymał moją empetrójkę. Był starszy. Mógł mieć około trzydziestu pięciu lat. Musiał mi ukraść sprzęt w barze. Zdałem sobie sprawę, że pewnie nie bez powodu mój plecak nagle znalazł się na środku lokalu.
- Skąd to masz? – powiedziałem podchodząc do niego.
- Jesteś bardzo nieuważny – powiedział krótko uśmiechając się przy tym.
Złapałem za kabel sprzętu. Próbowałem mu go wyrwać, ale nie chciał puścić. Wiedziałem, że jeżeli pociągnę jeszcze bardziej, to kabel się urwie i odtwarzacz będzie bezużyteczny. Puściłem. Kłamałem, że rzecz nie jest moja lecz pożyczona. Prosiłem aby mi ją oddał. Odpowiedział, że oczekuje czegoś w zamian.

- Nie mam pieniędzy – powiedziałem smutnym głosem – Proszę oddaj mi to.
- Nie chcę pieniędzy – jego uśmiech stawał się coraz większy.
- To czego chcesz? – spytałem zdziwiony.
- Jesteś młody, przystojny. Zastanów się czego mogę od ciebie oczekiwać.

Zamarłem. Nie sądziłem, że takie sytuacje naprawdę się zdarzają. Że ktoś może tak po prostu i naturalnie powiedzieć coś takiego nieznajomemu człowiekowi. Byłem bardzo drobnym chłopakiem. Nie wygrałbym z nim. Bałem się. Ale jeszcze bardziej bałem się sytuacji, w której musiałbym powiedzieć mojemu chłopakowi, że nie mam odtwarzacza. Musiałem to rozegrać inaczej.

- Dobrze. Poczekaj. Pójdę z tobą dokąd chcesz – starałem się mówić spokojnie – Tylko muszę zabrać kurtkę z baru. Zostawiłem ją tam.
- W porządku. – odpowiedział – Mam tylko nadzieję, że mnie nie nabierasz . Musisz wiedzieć, że obserwuję cię od dłuższego czasu. 

Przychodzisz tutaj dosyć często. Jeżeli dzisiaj nam nie wypali, to jeszcze na pewno się spotkamy.
Byłem wystraszony. Nie rozumiałem jak ten człowiek mógł mówić to wszystko z takim spokojem i uśmiechem na twarzy. Zbliżaliśmy się do wejścia klubu. Wiedziałem, że Sebastian jeszcze tam jest. Oczywiście nie miałem wcześniej przy sobie żadnej kurtki.

- Zaczekasz tutaj? – spytałem.
- Tak, zaczekam – odpowiedział – Tylko pamiętaj o tym co powiedziałem.

Wbiegłem do klubu. Poinformowałem szybko Sebastiana o tym co się stało. Nagle stojący przy barze ochroniarze zerwali się do wyjścia. Pobiegliśmy wszyscy na ulicę. Nie było nikogo. Uciekł. Musiał wiedzieć, że kłamię. Następne chwile spędziliśmy na przeszukaniu drogi w pobliżu. Ani śladu. Jedynie pusty kufel po piwie, który wcześniej trzymał w drugiej ręce. Oznajmiłem chłopakom, że wracam do domu. Wiedziałem, że już nie odzyskam swojej własności. Biegłem całą drogę do domu. Bardzo bałem się zatrzymać choćby na moment. W głowie miałem tylko jego słowa mówiące o tym, że od dawna mnie obserwuje. Wyciągnąłem telefon. Nadal biegnąc wybrałem numer Adriana.

- Słucham – odebrał. Słyszałem, że jest pijany. Nie przeszkadzało mi to.
- Proszę odtwórz mi szybko drzwi kiedy zadzwonię domofonem. Nie mam czasu szukać kluczy. Ktoś mnie chyba goni. Proszę otwórz mi drzwi jak tylko zadzwonię – mówiłem bardzo szybko nadal biegnąc. Zacząłem płakać.
- Nic nie rozumiem – powiedział zdenerwowany – Kto cię goni?
- Opowiem ci wszystko w domu – krzyczałem – Proszę otwórz mi drzwi.

Rozłączyłem się. Byłem już blisko. Łzy cały czas leciały mi z oczu. Podbiegłem pod klatkę. Odebrał zaskakująco szybko. Wbiegłem na górę i kazałem mu zamknąć drzwi. Rzuciłem się zdyszany na łóżku. Adrian prosił bym opowiedział mu wszystko. Starałem się wypowiadać słowa, choć  zmęczenie i płacz ledwo mi na to pozwalało. Leżałem na brzuchu i powoli uspokajając się opowiadałem mu o tym co zaszło. Nagle poczułem bardzo silny ból. Pięść z ogromną siłą uderzyła mnie w środek kręgosłupa. Poczułem, że tracę oddech. Nie mogłem już nic mówić, ani płakać. Zepchnął mnie na podłogę, kładąc się na łóżko i przykrywając kołdrą. Nie wiem czy straciłem przytomność, czy po prostu zasnąłem. Tej nocy już nie wróciłem na łóżko.

- Wstawaj! – krzyknął Adrian z samego rana – Idziesz na policję zgłosić zawiadomienie o przestępstwie.
- Co? – spytałem otwierając oczy.
- To, co słyszałeś! Wynoś się na policję i zgłoś kradzież albo wypieprzaj z mojego życia! – nie przestawał krzyczeć – Nie wierzę ci! Nie wierzę, że ktoś mógłby proponować ci takie rzeczy. Pewnie sprzedałeś ten odtwarzacz.

Tego ranka złożyłem zeznanie. Przeglądałem kilka segregatorów ze zdjęciami ludzi oskarżonymi o kradzieże i przestępstwa na tle seksualnym. Nie rozpoznałem na nich sprawcy. Czułem, że sytuacja wcale nie poprawi się gdy wrócę do domu i o tym opowiem. Przez następne dni musiałem chodzić z Adrianem do tego baru. Twierdził że skoro nie kłamię, to ten człowiek w końcu się  w nim pojawi. Przez klika kolejnych dni siedziałem z nim obserwując jak upija się piwami i czekałem na mężczyznę, którego się bałem. Nie pojawił się.

- Nie chcę już tam chodzić – powiedziałem w drodze do domu.
- Nie interesuje mnie to – odpowiedział krzycząc.
- Nie kłamię cię. On naprawdę tam był – zacząłem płakać – Codziennie chodzę tam z tobą po pracy, aby cię zapewnić, ale zrozum, że ja też się boję.
- Nie wierzę w to. W ani jedno twoje słowo- spojrzał na mnie zatrzymując się na chodniku – Taką sytuację znalazłeś w jakimś cholernym filmie. Opowiedziałeś mi ją jedynie po to, bym cię żałował.
- Dlaczego robisz ze mnie potwora, kiedy to ty nim jesteś!? – krzyczałem i płakałem. Nie wytrzymałem – Przecież to ty mnie notorycznie wyzywasz, bijesz, a nawet zdradzasz!

W tym momencie poczułem jeden z najgorszych bólów jakie doznałem w życiu. Torba w jego ręce z ogromnym hukiem odbiła się od mojej głowy. Uderzył z taką siłą, że na mojej głowie rozbił się gruby flakon perfum, które miał w torbie. Po chwili już nie bolało. Nie czułem nic poza olbrzymim spadkiem energii. Widziałem jedynie krew lejącą się po twarzy. Leciała jak z kranu szybko kapiąc na chodnik. Resztkami sił zadzwoniłem na policję. Adrian uciekł. Bał się, że go oskarżę. Krzyczałem i płakałem. Byłem na niego tak zły. Patrzyłem jak uciekał. Policjanci zadzwonili po pogotowie i po chwili odjechali, ponieważ nie chciałem im powiedzieć kto mnie uderzył. Nie mogłem. Nawet w tej sytuacji. Na oddziale ratunkowym założyli mi kilkanaście szwów i wstrzyknęli zastrzyk nie wiadomo z czym. Sądzili że jestem pijany, bo majaczyłem i krzyczałem, że chcę zadzwonić do swojego chłopaka. Byłem bardzo zdziwiony, kiedy oznajmili mi że mam samodzielnie udać się do domu. Tak po prostu. Nie być odwiezionym karetką, ani też zostać na oddziale, tylko samodzielnie wrócić do domu. Wróciłem. Mojego chłopaka nie było w mieszkaniu. Zadzwoniłem do niego. Zaskakując sam siebie prosiłem, by wrócił do domu. Zasnąłem.

- Nie zniosę tej ciszy! – krzyknąłem – To ty zrobiłeś mi krzywdę  i nawet nie powiedziałeś, że przepraszasz! Zamiast tego siedzisz tutaj jak co dzień, opijając się tym swoim piwskiem. Nienawidzę cię!

Wybiegłem. Byłem rozgoryczony. W głowie przewijały mi się wszystkie zdarzenia ostatnich dni. I dzień dzisiejszy. Kiedy poszedłem do szpitala na zmianę opatrunku. Kiedy zrobiono mi rentgen i stwierdzono pękniętą czaszkę. Czułem, ze ktoś ingeruje w moje życie. Sam siebie zacząłem się brzydzić. Biegłem. Czułem że musze po prostu biec. Nie przestawać. Aż znalazłem moją ławkę. Wtedy poczułem spokój. Poczułem spokój i ciepło. Chęć, aby spocząć na tej właśnie ławce. Po prostu spocząć.




3


- Przepraszam, że obarczam cię moją historią – powiedziałem smutno spoglądając na małego chłopca.
- To ja prosiłem, bym mógł cię wysłuchać – odpowiedział bardzo spokojnie – Widzisz moją twarz? Moje dłonie też widzisz? Każda zmarszczka symbolizuje ból jakiego doznaje się w życiu. Zapewniam cię przyjacielu, że i ten którego doznałeś ostatnim twoim cierpieniem nie jest. Ale pozwól, że przekażę ci teraz coś, co na zawsze zapamiętasz. Coś głośniejszego, niż dźwięk otwieranej puszki po piwie. Po moich zmarszczkach możesz zliczyć ile ja doznałem w zyciu cierpienia. Ilu ludzi zraniło i zostawiło trwałe ślady. Ale idę nadal przez zycie w sercu nosząc pewne przeswiadczenie.
- Jakie to przeświadczenie? – przerwałem małemu chłopcu.
-  Nieważne ilu ludzi nie będzie mnie szanowało. Nieważne ilu jeszcze pokocham ja, a ilu mnie znienawidzi. Bo przecież po drodze muszę czasami i coś prawdziwego spotkać. Coś, co choćby na chwilę miałoby zaistnieć. Bo dobro jest prawdziwe i spełnienie mi daje. Więc nie policzę ile razy zapłaczę, ile razy się potknę i ile razy upadnę. Policzę ile razy wstanę. Ile razy się podniosę z twardym postanowieniem. Ile razy dobrą chwilę dostanę. Nie mój drogi, wcale nie zrobię bilansu. Bo każda dobra chwila z milionem złych myśli wygrywa…
- Czy myślisz, że i ja bym tak potrafił – spytałem.

I w tym momencie poczułem powiew kojącego wiatru. Zrobiło mi się bardzo przyjemnie i dziwnie jednocześnie. Spojrzałem na małego chłopca, który zaczął uśmiechać się nie spuszczając ze mnie wzroku. Wiatr, choć przyjemnie, zaczynał wiać coraz mocniej rozwiewając czarne włosy chłopca. I wtedy na jego czole, pośród wszystkich mocnych zmarszczek, dojrzałem bliznę. Ślad sprzed kilku lub kilkunastu lat, który odkrył wiejący wiatr. Ślad, który mimo że pamiętał ból i cierpienie, to przegrywał z usmiechem chłopca. Oczy, które przed chwilą podziwiałem, były oczami które od dawna podziwiają we mnie ludzie. Wiedział, że zrozumiałem. Irracjonalnośc tego wydarzenia zdawała się nie być ani trochę ważna.

- Masz w sobie pokłady wiary, których nie mają ci, którzy fizycznie pokazują jak bardzo od ciebie są silniejsi. Ta wiara mieszka w twoim sercu i jest szczera, dopóki i serce twoje będzie względem siebie szczere. Tam, w górze, ktoś czuwa nad tobą. A teraz już proszę, zostaw mnie samego.- powiedział ze swoim spokojem.

Choć nie chciałem, to zrobiłem jak poprosił. Wiedziałem, że chce zostać sam swojej ławce. Na ławce z naszą historią. Siedział tam. Nienazwany. Wpatrzony w niebo. Obserwowałem go przez dłuższą chwilę. Intrygował mnie.  Zastanawiałem się, o czym mówi sam do siebie. To był zły dzień. Pełen zwątpienia w człowieka. Przesycony goryczą i żalem. Jeszcze kilka godzin wcześniej w sobie miałem te wszystkie negatywne uczucia. A teraz nic. Nawet twarz całą miałem już suchą. Uśmiechniętą, zasiloną nauką i wspomnieniem. Nigdy więcej nie spotkałem małego chłopca, chociaż z biegiem czasu poznawałem w sobie jego obecność.

I kiedy jest źle, kiedy droga życia jest długa i kręta,wtedy wybiegam by spocząć na ławce z moją historią. Pełen bólu i cierpienia ogladam kolejne rysy na ławce. Oceniam mijający czas. Siadam na mojej ławce i spoglądam w niebo. Pełen wiary i nadziei mówię tylko:

- Szukam Cię Tato...

Komentarze

  1. Bardzo interesujące opowiadanie. Jestem ciekaw jak je rozwiniesz bo wydaje się być zamkniętą historią ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Sylwester w spódnicy

Prolog - Przepraszam, czy mógłbym tutaj z tobą posiedzieć? – usłyszałem zdyszany głos nad głową. Spojrzałem na niego. Zapuchnięte oczy, nabrzmiała od uderzenia warga i trzęsące się ciało. Widziałem jak starał się to przede mną ukryć. Jego twarz przypominała tamę, która prawie pękała pod naciskiem łez. Jego wargi obijały się o siebie w bardzo szybkim rytmie. Tym jednym zdaniem zdziwił mnie, a zarazem przypomniał jak kiedyś byłem tutaj, na jego miejscu. Był młody. Mógł mieć około dwudziestu lat. Wyraźnie przestraszony konkretną sytuacją chłopiec, oczekiwał dziś czegoś ode mnie. Potrzebował pomocy. - Możesz, oczywiście – odpowiedziałem poważnym tonem – Może zaprowadzę cię do lekarza? Ktoś powinien to obejrzeć. Spojrzał na mnie zdziwiony, jakby nie takiej odpowiedzi oczekiwał. Byłem za bardzo zmęczony, by o tym myśleć. Kilka godzin wcześniej definitywnie pożegnałem Adriana. Później uprawiałem seks z człowiekiem, którego imię ledwie pamiętałem. A jednak te jego...

Wysprzątana piwnica

Prolog Byłem gotów… Wszedłem do łazienki. Odnalazłem na półce krople. Te na zmęczone oczy. Tak aby ukryć każde cierpienie. Krem do twarzy. Ten mocniejszy, dla czterdziestolatków. Rozsmarowałem dokładnie, jak zawsze łudząc się na efekty. Może chociaż część tych zmarszczek pokryje. Podkład w kolorze Natural beige . Starannie naniosłem niewielką ilość.  Szczególnie w prawym, górnym rogu twarzy. Tuż przy zaczynającej się linii włosów. Chwila zastanowienia. Krótkie, głębsze w lustro spojrzenie. I ta słaba, mimowolna wdzięczność, że tak wysoko mam tę bliznę. Puder. Ten sam odcień. Rozprowadziłem małą gąbką po twarzy, zadowolony z efektów własnego kamuflażu. Ostatnie w lustro spojrzenie. Byłem gotów. Wyciągnąłem z szafki najładniejsze majtki. Te białe, moje ulubione. Oderwałem metkę z nowej bluzki. Ostrożnie włożyłem ją na siebie, by pudru przy tym nie zmazać. Była ładna. Czarna, z długim rękawem. Obciąłem metki przy spodniach. Tych również nowych, kupionych s...

Biała szmata

Prolog Patrzę w te jego brązowe oczy. Błyszczą pełne uczucia, które dla mnie stało się już obce i dalekie. Uczucia, które dawno wyparłem i zapomniałem, a zarazem tak bardzo chcę na nowo poznać. A jednak za nimi dostrzegam coś, czego mi nie mówi. Patrzy i patrzy, a ja wciąż staram się wyłudzić prawdę spojrzeniami, błaganiami i kolejnymi gestami cielesnymi. Przykładam dłoń do jego policzka. Jest taki rozpalony. Przesuwam delikatnie po nim kciukiem, a resztą palców dotykam jego ucha. Co chwilę obdarza mnie niepewnym mrugnięciem powiek. To takie stresujące. Jest taki śliczny. Taki mój tej nocy. Spoglądam w te oczy czując nadzieję na kolejne dni. Może to ten? Ten jedyny? Może to na niego tyle czekałem? Co jednak znaczy ten strach w jego oczach? Nie rozumiem. Uśmiecham się delikatnie zachowując maksymalną ostrożność i dbając o nagle zaistniałą powagę sytuacji. Już coraz to bardziej gęstą mgłą otacza się orgazm, który oboje przeżyliśmy przed dosłownie minutą. Przez chwilę ...