Dziś nie biegłem. Szedłem
spokojnie. Rozmyślałem o tym czego nie mam. Konsolidowałem te wszystkie rzeczy
z chwilami, które przeżyłem, rzeczami które kupiłem i ludźmi, których poznałem.
Tyle przykrości, o których opowiedziałem na ławce. Tyle miłości, które teraz są
wspomnieniem z zawartą w sobie wyciągniętą lekcją życia. Niektóre z nich
pamiętam dokładnie. To te, które bolą najbardziej, lub cieszą najmocniej. Inne
zostały wyparte lub sam chciałem o nich zapomnieć. Usiadłem na ławce. Jak
zawsze starałem się pochwycić jej energię. Zastanawiałem się nad tym jak banalnie
musi brzmieć fakt, że wmawiam sobie siłę, wpajaną we mnie przez stary
poobdzierany mebel. Nie wzruszyło mnie to. Uwielbiałem tą swoją oazę spokoju.
To trudne święta. Bez rodziców, bez rodziny. A jednak szczęśliwe. Docenione
wartością przyjaciół, którzy ofiarowali swoje towarzystwo. Siedząc na ławce,
wyliczając wszystkie szczęścia i przykrości, mierząc ból z radością, łzy z
uśmiechem, doszedłem do pewnego wniosku.
Każde zło pozwoliło mi poznać
prawdziwą przyjaźń, każda łza wywołana przez złych ludzi, została otarta
szczerym uczuciem innej bliskiej osoby, każda przykrość, której doświadczyłem,
umocniła mnie w przekonaniu własnej wartości. Każdy dzień, ten lepszy i gorszy,
doprowadził mnie do dnia dzisiejszego. I każdy następny, w którym się nie
złamię, zaniesie mnie do kolejnych poranków. A te z kolei pozwolą poznać
jeszcze więcej dobra, jeszcze więcej przyjaciół i jeszcze więcej miłości. I
choćby na chwilę, to i tak warto. Dziś przypomniałem sobie słowa, które
powiedziałem kilka lat temu:
..bo każda zła chwila, z milionem złych myśli wygrywa…
Dziś przestałem robić bilans zysków i strat, które
przyniosło życie. Moje dzisiejsze święta, będą spędzone w obecności przyjaciół.
Dziękuję przy okazji tutaj tym, którzy zaproponowali swoje towarzystwo, a nie
udało mi się z nimi spotkać.
Z okazji świąt mam dla Was specjalne życzenia z ławki. Te
najbardziej szczere i płynące z głębi serca…
Życzę Tobie i Tobie, i
Tobie abyś każdego dnia potrafił otworzyć swój umysł na nowo poznawane
doświadczenia.
Abyś mógł doceniać
szczęście i obecność przyjaciół, nie używając żadnych pryzmatów.
Życzę Ci momentów, w
których zadowoli Cię uśmiech przyjaciela i każda dobra rzecz, której nie Ty,
ale on doświadcza.
Życzę Ci więcej w domu
luster, aby na wzmocnieniu własnej wartości się skupić i mniej innych oceniać.
Życzę Ci jak
największego ogrodu, gdzie będą rosły tylko Twoje kwiaty i tylko nimi będziesz się
zajmował. Gdzie inni będą Twój ogród podziwiać, a Ty idąc do przyjaciela
zachwalisz jego ogród i jego kwiaty, o które on w swoim skupieniu dba również.
I złej wody mu do nich nie dolejesz.
Życzę Ci „sześćdziesiątych” urodzin, w których
zostaniesz zbudzony ciepłym pocałunkiem w szyję. Otworzysz wtedy oczy i
poczujesz ten przypływ gorącego uczucia, który czułeś pierwszy raz patrząc w te
oczy partnera. Z kuchni będzie dochodził zapach przygotowanego śniadania. Zamkniesz
oczy, bo będziesz chciał by na chwilę było cicho. Zrobisz z prędkością światła
film swojego życia w myślach.
Życzę Ci abyś mógł
wtedy się uśmiechnąć. I cicho szepnąć : „dobrze przeżyłem swoje życie”…
Mam dla każdego z Was pomysł na
dzień jutrzejszy. Wstań i spójrz na przyjaciela szczerze chwaląc rzecz należącą
do niego. Przytul ukochaną osobę mówiąc jak cudowniejsza o wiele jest od
Ciebie. Zadzwoń do kogoś, kto jest daleko i powiedz mu jak tęsknisz za
rozmowami. Spraw, by to wszystko Cię uszczęśliwiło, a później jeszcze raz oceń
zmiany w swoim sercu...
Komentarze
Prześlij komentarz